21 grudnia 2008

a czwartego dnia wyciągneli aparaty

Free ski, czyli wybralismy sie do Włoch na narty przed sezonem. Czemu? Bo karnet za free, brak kolejek i ucieczka przed przedświątecznymi porządkami, zakupami i przygotowaniami.

Troche dziwnie wygladaliśmy z nartami pod pachą, bo gdy wyjeżdżaliśmy w Polsce nie było ani śniegu, ani choćby temperatury ujemnej. Jednak już na dworcu w Warszawie okazało się, że jest więcej „przedświątecznych uciekinierów” takich jak my… co więcej, wyglądało na to, że wszyscy oni jadą razem z nami. Było ich coraz więcej, więc z upływem czasu zaczęliśmy przesuwać się coraz bliżej stanowiska , z którego miał odjeżdżać autobus. O godzinie zero byliśmy pierwsi przed zamkniętymi drzwiami autokaru:) …i tu zaczęły się schody… Niektórzy jechali autokarem, inni busem, niektórzy tylko do Katowic, by tam się przesiąść, a jeszcze innych obowiązywała lista miejsc, która była dziwnie ułożona, bo np. małżeństwa nie siedziały razem… czyli zrobił się mały bałagan… a jak w miarę się uspokoiło i każdy gdzieś usiadł… to w Katowicach była powtórka z rozrywki:/ (wiem, ze mówiłam, że nigdy więcej w podróż autokarem, ale jak to się mówi: tak wyszło. I znowu mówię: nigdy więcej autokarem! Ała!

Opis podróży mogę pominąć. Słowo ‘ała’ dokładnie oddaje sens i komfort jazdy.

Polska Madonna di Campiglio i śnieg. To najlepiej pamiętam z tego wyjazdu. Na stoku 90%, a może i 99% to język polski. Można w ciemno po polsku zagadywać współtowarzyszy na wyciągu. Aż dziwne, że polski nie jest tam językiem urzędowym. A śnieg? Takiej zimy, to ja nigdy nie widziałam. Na stokach wystawały tylko czubki świerków, a do hotelu szło się śnieżnym tunelem. Taki sam tunel był na chodnikach wzdłuż drogi, więc nie było widać aut jadących tuż obok. Zima na całego:D









Niektórzy jeżdżą na narty dla relaksu. By wstawać późno (bo są przecież na urlopie), wypić spokojnie poranną kawę i dopiero koło południa ruszyć na stok… Ja do nich nie należę. Razem z bratem wstawałam skoro świt i na dolnej stacji wyciągu byliśmy jeszcze zanim wyciąg ruszył. Niestety metoda ta kiepsko sprawdzała się w tych warunkach pogodowych. Śnieg padał non stop przez tydzień (my załapaliśmy się tylko na 3 dni)… więc: zima zaskoczył obsługę wyciągów!!! Dlatego drugiego dnia byliśmy mądrzejsi i podeszliśmy do gondolek (je szybciej uruchamiają, bo nie trzeba odśnieżać każdego krzesła itp.). Jednak i one miały mały poślizg czasowy i nie byliśmy pierwsi na stoku:/ A cała radość w porannym wstawaniu jest, gdy zakłada się pierwszy ślad na stoku… ale ślad nr 2 też jest ok:) Z czasem jeszcze jeden kolega doświadczył „pierwszego śladu” i przyłączył się do porannego wstawania.
Ale wróćmy do warunków pogodowych. Przez pierwsze trzy dni jeździło się w chmurach, padał śnieg i było zimno. Duże opady śniegu spowodowały małe opóźnienie Włochów i codziennie ratrakowali, przygotowywali i otwierali kolejne trasy i wyciągi… Raz otworzyli wyciąg jadący na szczyt. Więc pojechaliśmy i… hahaha. Była taka mgła i takie nieoczekiwane wzniesienia, że nie wiadomo było czy jedzie się jeszcze w dół czy już pod górę:) …a zaspy były takie, że jak ktoś wypadł z trasy, to nie miał szans wrócić na nią o własnych siłach. Było trzeba wzywać pomoc i na linach go wciągać, mimo, ze był tylko metr obok trasy…

…ale czwartego dnia wyszło słońce i pozostali urlopowicze wylegli wcześniej ze swych hoteli z aparatami i zaczęła się sesja fotograficzna. Każdy z każdym widokiem, z każdej strony, a potem zrób też mi. A co drugie zdjęcie za pewne skończyło na n-k z opisem: cudowne wakacje we Włoszech. Na szczęście kolejnego dnia znowu spali dłużej i znowu stok był nasz:) A na pustym stoku można poszaleć… mój brat tak szalał, że jego GPS odnotował 127 km/h ( i właśnie po to jeździmy w kaskach)

Podsumowując: warunki były cudne:) bo jak było zimno i padał śnieg, to było pusto na stokach, a jak było słonce… to działały wszystkie wyciągi:) A śniegu było tyle, że dopiero jak wyjeżdżaliśmy to uruchomili wyciąg pod naszym domem. Dlatego codziennie wracając z nart trzeba było podchodzić ze sprzętem pod górę i dlatego wniosek jest taki: jadąc na free ski, zabierz ze sobą silnego faceta;)

Brak komentarzy: