to bardzo dziwny kraj...
Wszystko tu maja na opak. Zamiast litrow,to galony, zamiast celsjusza,to farenheit, zamiast kilometrow,to mile itd.
No a poza tym,tu wszystko jest duze. 10 roznych duzy paczek platkow sniadaniowych, mleko chyba 3- lub 5- litrowe, soki tak samo, duze i szerokie ulice, duze domy z duzymi garazami na duze samochody...
samochody... kazdy ma przyjamniej 2 auta. najczesciej elegancki scigacz i pick up lub inny rodzinny,do ktorego musisz sie wchodzi po drabinie. albo inna kombinacje tych 2 aut (kombinacja z powtorzeniami)
zarcie jest nie do zjedzenia. Najpierw jadlam meksykanskie burito. Jesli wyobrazasz sobie jak wyglada twoj zoladek po zjedzeniu obiadu,to tak wlasnie wygloda burito, tyle,ze jest owiniete w nalesnik. Innym razem jadlam sandlicza z szynka i serem... tego szynka nazwac nie mozna, bo teraz na kilka dni mam obrzydzenie do miesa. Chleb to wata,jablka sa podluzne, jajka biale, maslo biale i nie smakuje jak maslo,a marchewki tyci,tyci... jednym slowem, jak chcesz cos dobrego zjesc,to trzeba sie wybrac do Chicago,bo tam sa polskie sklepy z polskim zarciem...docenilam schobowy.
a co najgorsze,to te upaly.Przez nie jestem teraz chora. Z nosa mi cieknie i gardlo boli,bo... klimatyzacja dziala. moze i na dworze jest 40 stopni, moze i jest wilgotno na podworzu,ale w domu jest zimno!
no i wszyscy witaja sie na misia...
i co chwila slysze o jakis tornadach. na szczescie zadnego jeszcze nie widzialam,a i kaska choc byla tu nie raz,to tornada nie przezyla.a ja przed wyjazdem ogladalam twistera i tam nikt z bohaterow nie zginal,wiec i ja mam nadzieje,ze jestem bohaterem w tym filmie.
podsumowujac...jetem tu dopiero 3 dzien i wcale nie czuje,by spelnial sie moj amerykanski sen... moze jak dostane wyplate...
ewa_wasz korespondent z kansas w stanie kansas
29 maja 2004
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz