27 listopada 2007

ewa ma kota i popsutą pralkę

witam ponownie...
ostatnie wiesci z Cypru?! ech... nic nowego... nadal cieplo, nadal slonce, nadal sniegu, zimy lub chociaz mrozu nie widac... czyli listopad w pelni:)a poza pogoda...

ostatnio zdazylo mi sie czesto jezdzic komunikacja publiczna ,ktora (o dziwo) jezdzi czesciej niz autobusy szkolne... bo jak wczoraj poszlam na przystanek, by pojechac na new campus, to musialam sie minac z busem jak szlam przez park... bo przyszlam na czas, a busa nie bylo... wiec spowrotem przed park... na przystanek, gdzie staje miejski autobus, ktory jedzie przez new camus... i o dziwo... zjawil sie natychmiast:) (cale szczescie, bo akurat wtedy jechalam na midterm, wiec chcac nie chcac musialam sie jakos na campus dostac na czas, a taxi...5 funtow!? litosci! no wiec pojachalam miejskim... zajelo mu to dwa razy wiece czas, ale dojechalam:)

a co wiecej... po dordze zwiedzilam polowe Nicosi... a co wiecej... znalazlam bunkier! jeszcze z wojny... stoi przy ulicy... obok ktos wybudowal dom.... hehe... bunkier w srodku miasta... a ze dzis wracajac z uczelni znowu uciekl mi szkolny bus, to znowu jechalam miejskim i tym razem zauwazylam na jakiej ulicy jest ten bunkier, wiec musze sie tam kidys wybrac... z ciekawosci:)

inne wiesci dotycza pralki... wrr... od poczatku mi sie nie podobala... ale francuska mowila,ze nie bedziemy dzownic do "marii usterki" i zglaszac, bo poki wklada brudne ubrania i wyjmuje czyste to jest ok.... ale, jak chce sie cos uprac, to po pierwsze problem jest z wlaczeniem tej przekletej maszyny... bo nie wszystkie programy dzialaja, a dokladniej to zaden... trzeba ustawic mniedzy 12 a 13 programem... wtedy zaczyna dzialac... ale nie dziala tak jak kazda normalna pralka... bo zaczyna wirowac... a potem przez ponad godzine napelnia sie cala woda.... i potem zaczyna wirowac i wirujac wypuszcza wode... ot,cala fiozofia tej pralki! ale to malo:)

bo kiedys jak skonczyla prac... to nie moglam otworzyc drzwiczek.... wlaczylam na kolejne pranie... i znowu nie chcialy sie otworzyc... wirowalo i wirowalo i nic... po 5 godzinach uznalam, ze cos jest nie tak i wylaczylam ja z kontaktu... i po ok 30 min daly sie otworzyc... oczywiscie nie bez problemu:/ ale udalo!

ale najzabawniejsze jest to ,ze teraz francuska probuje wyciagnac swoje pranie... od 3 dni.... nawet wylaczenie z kontaktu nic nie dalo... chyba jednak dzis zadzwoni do "Marii usterki"... bo im dluzej tym mniej bedzie sie oplacalo wyciagac to pranie, a raczej to c pozostanie z niego... po tylu dniach lezenia bez wysuszenia...

a, no i temat kota... francuska zadzwonila kilka dni temu.... ze znalazla kota (maly, ok miesiaca) i ze jest chory ,zabrala go do weterynarza, ale teraz trzeba mu dawac lekarstwa i opiekowac sie, wiec czy ona moze go do domu przyniesc... no to sie zgodzilam... choc zawsze wolalam psy:) no wiec przyniosla go... mowi,ze nazywa sie Erasmus... potem wlozyla go do pudelka po butach firmy black stone i powiedziala,ze skoro on sie nie rusza (bo naprawde nie dawal prawie zadnych oznak zycia), to nazwie go stone... ale nie czarny tylko paskowy...bo kot byl w paski... ja go nazwalam Smelly cat... bo akurat ogladalam odcianek "Przyjaciol" no i dlatego, ze na serio smierdzial...

no wiec mialysmy przez kilka dni kota w pudelku.... Anne-Lise go karmila... a raczej probowala, bo on nic nie chcial i zajmowala sie nim... ale w poniedzialek francuska musiala isc do szkoly, wiec kotem miala sie zajac inna francuska... ale nastepnego dnia "inna francuska" przyniosla kota mowiac, ze caly dzien i noc kot plakal i ona spac nie mogla i jest zmeczona, wiec oddala nam kota... Anne-Lisa, uznala, ze to dlatego, ze tylko ona umie sie nim zajmowac i jest dla kota jak mama, wiec on tylko z nia sie dobrze czuje... ale ale... tej nocy kot nie przezyl... nie wiem co sie stalo, bo francuska na noc wziela go do swojego pokoju... a wieczorem kot czul sie bardzo dobrze... a w nocy caly czas dawal glos... czyli zyl... ale rano jak wstalam i spytalam ja o kota... to powiedziala, ze lezy w torbie za dzwiami... ze bylo mu sie zeszlo tej nocy z tego swiata.... ech, no wiec teraz... ewa nie ma juz kota, ale nadal ma zepsuta pralke:/

co jeszcze?! mam juz bilet do Polski, wiec na swieta wracam... szykujcie sie! sesese... no a jesli przyjade tu na kolejny semestr... to zapraszam:) jesli nie zniechecilam was swoimi mailami:)

teraz... musze zaczac sie uczyc... znaczy wiecej uczyc, bo tu teraz jest ostatni tydzien nauki... potem tydzien przerwy i egzaminy... wiec ciezko bedzie gdzies jeszcze wyjechac i cos zobaczyc... ale mysle ,ze dam rade... a tymczasem pozdrawiam, do napisania,

Brak komentarzy: