kolejna wycieczka:) i egzamin:/a dokladniej.... to egzamin w sobote rano o 8.30 (skandal) , powrot busem szkolnym do domu o 12 , szybkie jedzenie i pakowanie i na 13 na busa do Larnaki... w Larnace spotkalismy sie (ja i Magda- moja nowa wspollokatorka, bo znalazlam sobie towarzysza podrozy... problem w tym, ze o co ja nie spytam... gdzie byla, co widziala? to mowi, ze nie wie, wiec nie wiem jaki to sens... ale jedzic chce, wiec jest ok:) z Andrzejem. A traf chcial, ze akurat byl zlot starych samochodow, wiec pare zdjec zrobilam zanim ruszyli:) ...i my tez ruszylismy.... (Tym razem andrzejek nie bylo, wiec kierowca byl Andrzej) 
Na poczatek pojechalismy zobaczyc slone jezioro w Larnace... Niestety przez to, ze ostatnio padalo, to nie bylo juz widac bialego dna jeziora... tylko troche wody i grzasko.... i flamingi!! niestety nie chcialy ustawiac sie do zdjec ,a nawet uciekaly... ale pare zdjec zrobilam:)
Przy jeziorze jest meczet... podobno 3 co do waznosci na swiecie... chyba 3 ,bo nie mam przy sobie przewodnika:) a po Larnace pojechalismy na Cape Gkreko,by zdazyc przed zachodem slonca... ech... ale tam ladnie bylo.... jaskinie morskie i zachod slonca na szczycie gory nad morzem... ech, romantyczna sie robie na starosc, hehe... ale wracajac do wycieczki... to wlasciwe Capre Greko... to polwysep z antenami... nic ciekawego... ale tuz obok jest punkt widokowy.... i tam sa laweczki i tam mozna ogladac np zachod slonca... Nie tylko my go ogladalismy... a wygladalo to jak w kinie, bo tutaj slonce bardzo szybko zachodzi i w momencie jak zaszlo,to pozostali wstai i poszli.... koniec seansu.... a my oczywiscie musielismy jeszcze wejsc na pomnik, porobic zdjecia na lawce i dopiero pozniej pojechalismy do Ayia Napy...
czyli drugiej Ibizy... ale ze juz po sezonie... to prawie wszystki kluby sa zamkniete... cisza i
spokoj... i tylko emeryci chodzacy na spacery... wczesniejsze neony z klubow teraz sa neonami swiatecznymi... czyli cisza i spokoj... zupelne przeciwienstwo tego z czego Ayia Napa slynie... a po Ayia Napie... pojechalismy do Andrzeje, czyli do Limassol... a tam...basen byl... wiec Magda postanowila sie wykapac... mimo, ze grudzien, mimo, ze woda byla lodowata... (juz w morzu byla cieplejsza)... wiec w srodku nocy... 9 grudnia... wykapala sie... co prawda przeplynela tylko jeden basem i prawie by zamarzla... ale kapiel w grudniu zaliczona:) powoli przeraza mnie ta mysl,by kapac sie i jezdzic na nartach... choc w morzu bedzie cieplej... no i w lutym czy marcu jeszcze cieplej niz teraz... wiec...mam nadzieje, ze mi sie uda... a co do Magdy... to Andrzej zapakowal ja w koc i wrocilismy do domu...spac... bo nastepny dzien to nastepna wycieczka...
a w niedziele chcielismy zwiedzic zamek w Limassol... bylo to podejscie nr 2,bo wczesniej jak bylam z Andrzejem, to zakneli nam przed nosem.... a tym razem... otwierali nam przed nosem... bo okazalo sie, ze otwieraja o 10,a my przyszlismy o 9, bo o 10 mielismy zamowiona taxi do Pafos... czyli znowu nie bylam na zamku w Limassol:/
Do Pafos pojechalam sama z Magda... czyli wszedzie musialysmy chodzic na piechote i pierwsze wazne spostrzezenie: w Pafos sa chodniki! drugie: deszcz pada intensywnie, ale ktotko... bo jak wysiadlysmy z taxi to zaczelo kropic... weszlysmy do sklepu ,by spytac o droge... i jak sie dowiedzialysmy gdzie isc i chcialysmy wyjsc ze sklepu,to okazalo sie,ze leje.. wiec kupilysmy parasol, bo akurat w tym skelpie byly... wiec rozlozylymy parasol i ruszylysmy w strone grobow kroli... i za chwile wyszlo slonce i bylo tak goraco, ze bylo sie trzeba rozbierac.... a ze mialysmy wszystkie bagaze ze soba, bo przeciez nocowalysmy w Limassol... to zaszlysmy do publicznych lazienek (ktore o dziwo byly czyste, z papierem, mydlem i dzialajaca suszarka) i sie przebralysmy... i idac do grobow kroli... co chwila to sie ubieralysmy to rozbieralysmy...
a na miejscu trafilismy na autorak w wycieczka... niestety nie mowili po angielku, ale uznalysmy ze mozemy za nimi isc, bo chociaz bedziemy wiedziec co ogladac, bo mapy tego miejsca nie mialysmy... ale ze to byla wycieczka emerytkow i to mowiacych w dziwnym jezyku... i zatrzymujacych sie przy kazdym krzaczku i wachajacych je... nie wiem ciagle po co... wiec wyprzedzilismy isc i same poszlysmy zwiedzac... a potem inni za nami szli... mylac, ze wiemy gdzie isc, by nic nie przegapic... i nawet udalo nam sie wszytko zobaczyc... wszystko co bylo warte zobaczenia... a potem ruszylysmy glowna ulica ( z chodnikiem... a dokladniej wydzielonym poboczem) w strone Kato Pafos... czyli pare kilometor ruchliwa droga, by zobaczyc mazaiki... jedyni ludzie jakich spotykalismy to turysci z mapami w reku tak jak my... kierujacy sie bardziej na azymut niz nazwami ulic... bo tabliczki z nazwami ulic sa bardzo male i tylko na skrzyzowaniach... ale udalo sie... trafilysmy! po drodze zamowilymy taxi powrotne do Limassol... ale ze remontuja droge przy Kato Pafos, a to duzy obszar, wiec ciezko sie znalezc, to umowilismy sie z taxowkarzem pod duzym sklepem... i nie mialysmy pojecie gdzie on jest...
Kato Pafos... mozaiki... przez wiele lat byly zasypane, wiec sa w dobrym stanie... bylo ich
naprawde mnostwo i bardzo ladne... a niektore byly odkryte przez naukowcow z Uniwersytetu Warszawskiego... jak glosila oficjalna nota przy mozaikach... poza podlogami, czyli mozaikami... nic w z tych domow nie zostalo... tylko rzad kolumn w domu Tezeusza.... jest tam jeszcze agora... tez zostala tylko wspomnieniem... i teatr, i luk z zamku... ale mimo tego.. ilosc i jakos mazaiek robi takie wrazenie, ze nie dziwie sie, ze to UNESCO.
...no i na tym skonczyla sie wycieczka... Magda umierala z bolu, bo miala wielki i ciezki plecak ze soba... ja mialam dosc chodzenia... bo w kozakach w grudniu tez moze byc goraca i niewygodnie szczegolnie chodzac do ruinach... no i szczegolnie, ze caly dzien tak chodzilysmy... a goraca bylo... a na koniec zostalo nam tylko znalezienie sklepu... na szczescie w Pafos o tej porze dnia i roku... pelno irishow i innych britishow chodzio po miescie, wiec powiedziali nam gdzie isc...
taxi sie spoznilo.... pani byla niemila, a w limassol byly korki... a my musialymsy sie przesiasc na busa do Nicosi... wiec Pani driver wyrzuciala nas przy morzu... i piechota poszlysmy na przystanek... a na przystanku pelno SriLankowcow juz czekalo... a to ostatni bus do Nicosi dzis, wiec jak nie bedzie miejsca... to kicha:/ chwile pozniej przyjechal na motorze andrzej (motory nie wiedza co to korki), powiedzial, ze bus jeszcze nie wyjechal z dworca, wiec ruszylysmy w strone dworca... mialo byc blisko... ale albo bylysmy zmeczone albo nie bylo... po drodze spotkalysmy mikolaja, ktory jechal saniami... za traktorem i rzucal prezentami... my zaniast lapac je to staralysmy sie nie dostac zadnym prezentem w glowe:/ a mikolaj spowodowal taki korek... ze moglysmy isc ulica miedzy autami, ktore staly:) okazalo sie, ze to byla niedziela handlowa,wiec dlatego ten korek...
w koncu dotarlysmy do busa... w ostatniej chwili, bo wlasnie zamykal drzwi i ruszal... no i ruszyl.... i 10 metrow przejechal w 15 min... w tym czasie kupilysmy bilety u kierowcy... a dokladniej to oszukalysmy kierowce, ale nieswiadomie... bo magda placila za nas, ale zaplacila tyle, co bilet do Larnaki... czyli mniej, bo sie pomylilysmy... kierowca kazal mi placic, ja powiedzialam, ze magda za mnie placila, on powiedzial, ze on nie przeliczal ,wiec moze i tak... wiec zaoszczedzilysmy:) dopiero pozniej sie zorientowalysmy:)
Przez Limassol chyba gdzine jechalismy.... takie korki... a po przyjedzie do Nicosi.... znowu poszlysmy na piechote do Kuby i Elizy z Poznania... bo Kuba mial urodziny,a my mialysmy zoladkowa z polski, ktora magda przywiozla... a tu to rarytas, bo nie da sie jej kupic... co sie okazalo... kuba dostal tez wyborowa od Niemcow... hehe... juz sie na polakach poznali... potem znowu do domu na nozkach... a to wcale blisko nie bylo... i spac... oj, spalysmy jak dziecie przez te chodzenie:)
a weekend? hehe... przez 2 dni zwiedzilam cale wybrzeze Cypru Pludniowego... od Cape Greko do Pafos... zwiedzilam tez wszystkie duze miasta na Cyprze... ech, mala ta wyspa:/ i podsumowujac... zwiedzilam juz caly Cypr Poludniowy.... wiec moge teraz polecac co warto zobaczyc ,jesli ktos sie wybiera... np odwiedzic mnie w przyszlym semestrze... zaparaszam.. jesli tu bede:) a poki co... zostaja wam zdjecia
to tyle wiesc z CYpru... za tydzien bede w domu:) wiec raczej juz nic ciekawego nie zobacze... bo w sumie prawie wszystko widzialam:) ech... czyli w przyszlym semestrze: Azja i Afryka... welcome to :) pozdrawiam,
ewa_przedownik po Cyprze
Na poczatek pojechalismy zobaczyc slone jezioro w Larnace... Niestety przez to, ze ostatnio padalo, to nie bylo juz widac bialego dna jeziora... tylko troche wody i grzasko.... i flamingi!! niestety nie chcialy ustawiac sie do zdjec ,a nawet uciekaly... ale pare zdjec zrobilam:)
czyli drugiej Ibizy... ale ze juz po sezonie... to prawie wszystki kluby sa zamkniete... cisza i
a w niedziele chcielismy zwiedzic zamek w Limassol... bylo to podejscie nr 2,bo wczesniej jak bylam z Andrzejem, to zakneli nam przed nosem.... a tym razem... otwierali nam przed nosem... bo okazalo sie, ze otwieraja o 10,a my przyszlismy o 9, bo o 10 mielismy zamowiona taxi do Pafos... czyli znowu nie bylam na zamku w Limassol:/
Do Pafos pojechalam sama z Magda... czyli wszedzie musialysmy chodzic na piechote i pierwsze wazne spostrzezenie: w Pafos sa chodniki! drugie: deszcz pada intensywnie, ale ktotko... bo jak wysiadlysmy z taxi to zaczelo kropic... weszlysmy do sklepu ,by spytac o droge... i jak sie dowiedzialysmy gdzie isc i chcialysmy wyjsc ze sklepu,to okazalo sie,ze leje.. wiec kupilysmy parasol, bo akurat w tym skelpie byly... wiec rozlozylymy parasol i ruszylysmy w strone grobow kroli... i za chwile wyszlo slonce i bylo tak goraco, ze bylo sie trzeba rozbierac.... a ze mialysmy wszystkie bagaze ze soba, bo przeciez nocowalysmy w Limassol... to zaszlysmy do publicznych lazienek (ktore o dziwo byly czyste, z papierem, mydlem i dzialajaca suszarka) i sie przebralysmy... i idac do grobow kroli... co chwila to sie ubieralysmy to rozbieralysmy...
Kato Pafos... mozaiki... przez wiele lat byly zasypane, wiec sa w dobrym stanie... bylo ich
...no i na tym skonczyla sie wycieczka... Magda umierala z bolu, bo miala wielki i ciezki plecak ze soba... ja mialam dosc chodzenia... bo w kozakach w grudniu tez moze byc goraca i niewygodnie szczegolnie chodzac do ruinach... no i szczegolnie, ze caly dzien tak chodzilysmy... a goraca bylo... a na koniec zostalo nam tylko znalezienie sklepu... na szczescie w Pafos o tej porze dnia i roku... pelno irishow i innych britishow chodzio po miescie, wiec powiedziali nam gdzie isc...
taxi sie spoznilo.... pani byla niemila, a w limassol byly korki... a my musialymsy sie przesiasc na busa do Nicosi... wiec Pani driver wyrzuciala nas przy morzu... i piechota poszlysmy na przystanek... a na przystanku pelno SriLankowcow juz czekalo... a to ostatni bus do Nicosi dzis, wiec jak nie bedzie miejsca... to kicha:/ chwile pozniej przyjechal na motorze andrzej (motory nie wiedza co to korki), powiedzial, ze bus jeszcze nie wyjechal z dworca, wiec ruszylysmy w strone dworca... mialo byc blisko... ale albo bylysmy zmeczone albo nie bylo... po drodze spotkalysmy mikolaja, ktory jechal saniami... za traktorem i rzucal prezentami... my zaniast lapac je to staralysmy sie nie dostac zadnym prezentem w glowe:/ a mikolaj spowodowal taki korek... ze moglysmy isc ulica miedzy autami, ktore staly:) okazalo sie, ze to byla niedziela handlowa,wiec dlatego ten korek...
w koncu dotarlysmy do busa... w ostatniej chwili, bo wlasnie zamykal drzwi i ruszal... no i ruszyl.... i 10 metrow przejechal w 15 min... w tym czasie kupilysmy bilety u kierowcy... a dokladniej to oszukalysmy kierowce, ale nieswiadomie... bo magda placila za nas, ale zaplacila tyle, co bilet do Larnaki... czyli mniej, bo sie pomylilysmy... kierowca kazal mi placic, ja powiedzialam, ze magda za mnie placila, on powiedzial, ze on nie przeliczal ,wiec moze i tak... wiec zaoszczedzilysmy:) dopiero pozniej sie zorientowalysmy:)
Przez Limassol chyba gdzine jechalismy.... takie korki... a po przyjedzie do Nicosi.... znowu poszlysmy na piechote do Kuby i Elizy z Poznania... bo Kuba mial urodziny,a my mialysmy zoladkowa z polski, ktora magda przywiozla... a tu to rarytas, bo nie da sie jej kupic... co sie okazalo... kuba dostal tez wyborowa od Niemcow... hehe... juz sie na polakach poznali... potem znowu do domu na nozkach... a to wcale blisko nie bylo... i spac... oj, spalysmy jak dziecie przez te chodzenie:)
a weekend? hehe... przez 2 dni zwiedzilam cale wybrzeze Cypru Pludniowego... od Cape Greko do Pafos... zwiedzilam tez wszystkie duze miasta na Cyprze... ech, mala ta wyspa:/ i podsumowujac... zwiedzilam juz caly Cypr Poludniowy.... wiec moge teraz polecac co warto zobaczyc ,jesli ktos sie wybiera... np odwiedzic mnie w przyszlym semestrze... zaparaszam.. jesli tu bede:) a poki co... zostaja wam zdjecia
to tyle wiesc z CYpru... za tydzien bede w domu:) wiec raczej juz nic ciekawego nie zobacze... bo w sumie prawie wszystko widzialam:) ech... czyli w przyszlym semestrze: Azja i Afryka... welcome to :) pozdrawiam,
ewa_przedownik po Cyprze
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz