kolejny weekend, czyli kolejna wycieczka.... tym razem gory Troodos... i nie tylko... bo plan sie ciagle rozwijal, bo sprawnie nam szlo i zaczelismy wczesnie rano:) ...trzeba na poczatku dodac, ze mam nowa wspollokatorke: magda z poslki.... byla tu erasmusem rok temu i przyjechala po studiach szukac tu pracy... a ze u nas jest wolny pokoj, a moj zaczarowany klucz otwiera drzwi do tego pokoju... to magda wprowadzila sie do tego pokoju (oczywiscie nieoficjalnie... wiec placimy taniej i wszycy sa zadowoleni, a housing office nic nie wie, wiec im to nie przeszkadza:)
wszystkie tamaty sie lacza... bo trzeba tu wtracic cos o pralce... otoz popsula sie... wiem, wiem, ze juz o tym pisalam... ale Analiza (bo tak ja niektorzy nazywaja) zadzwonila w koncu do Marii Usterki... i teraz czekamy... Analiza byla troche nie mila rozmawiajac z nia ostatnio (chyba nie tylko ostatnio), wiec Maria oddzania do mnie w kazdej sprawie... nawet rolet w pokoju Analizy czy pralki, choc to Analiza dzwonila do niej... ale wracajac do tematu...
Maria Usterki dzowni do mnie co drugi dzien i powtarza, ze byla u nas, sprawdzila i naprawde sie popsulo (tez mi odkrycie) i ona nic nie moze zrobic, bo to nalezy do obowiazkow ownera... a owner nie odbiera telefonu i nie oddzwiania i takie tam... wiec informuje mnie regularnie, ze nic nie moze zrobic, ze czeka na ownera... czyli prania gnije... ale... ale... Magda przeniosla swoje rzeczy do mojego pokoju, bo w kazdej chwili moza wpasc Maria Usterki lub owner w sprawie pralki, a magda tu przeciez nie mieszka.... wiec codziennie zamykamy jej pokoj i wylaczamy u niej grzejnik (bo zdazylo sie tak w innym mieszkaniu, ze wpadli zmienic zamki w wolnym pokoju, wiec by nie zamkneli magdy rzeczy na stale... codzienie sie przeprowadza)
a co do pralki... to po ostatniej wycieczce Andrzej nas odwiozl do Nikozji i ... naprawil !!! ech... jednak facet w domu czasem sie przydaje:) oczywiscie zaczelysmy masowo robic pranie i ...juz przy drugim znowu sie popsula... tym razem prala i prala i nie chciala przestac.... na szczescie w koncu sie udalo ja otworzyc... niestety, zdaza sie, ze mamy ubrania w ojeju, bo teraz trzeba czasem natluszczac gume przy zamknieciu ,bo ostatnio to ona byla tak zassana, ze nie mozna bylo otworzyc pralki:) no ale fakt jest taki... ze nudno z nia nie mamy, bo nigdy nie wiadomo co tym razem nie zadziala:)
a teraz temat wycieczki... czyli snieg!! wow... snieg... serio, serio.... zeby zobaczyc tu snieg musielismy wjechac az pod najwyzszy szczyt Olimpos 1952 m.n.p.m.... na sam szczyt nie mozna, bo jest tam wielka pilka golfowa... czyli wojsko... a snieg... nie duzo... ale byl! a nawet znalezlismy wyciagi i szkole narciarska... czyli cypr to nie tylko plaze:) wiec mam plan, by przyjechac tu na przyszly semestr i tego samego dnia jezdzic na nartach i kapac sie w morzu... wiem, ze mowilam juz o tym nie raz... ale pewnie nie raz jeszcze wspomne:) ...jedziemy dalej...
Prodromos... wioska w gorach... nic specjalnego... ale... hotel... opuszczony...ladny...wiec go zwiedzilismy (w koncu rzadko sie zdaza, zeby mozna bylo zajrzec do kazdego kata w hotelu , a tu... kiedys musialo byc ladnie... wyglada jak zamek... w srodku ogromne sale, malowidla z sali balowej, co teraz wygladaja jak slady po jaskiniowcach, z tylu basen i kibelek zrobiony z drzwi... wiec sie troche powyglupialismy i pojechalismy dalej:)
Klasztor Kykkos, czyli najbogatszy i najbardziej pstrokaty klasztor jaki widzialam, grob makariosa, czyli najslawniejszej osoby na Cyprze... o wlasnie.... z Kykkos pojechalimy dalej... jedziemy, jedziemy i stop! na gorskiej drodze.... tuz za zakretem... stoi autokar i nie mozna dalej przejechac... maly korek sie zrobil... czyli autokar za nim auto z wypozyczalni (jak sie poznije okazalo: polacy - Anna-Lise mowi, ze jestesmy wszedzie i powoli zaczynam jej wierzyc) i my... a co sie okazalo... wycieczka z autokaru poszla zobaczyc grobowiec Makariosa i to co tam obok bylo (zadna rewelacja... moze poza zolnierzem, ktory sie nie ruszal i ktoremu wszyscy robili zdjecia)... wiec i my stanelismy na srodu drogi ( tu jest Cypr... tu to nikogo nie dziwi) i tez poszlismy zobaczyc Makariosa... a potem...
dalej w strone Kato Pyrgos (Andrzeja szef powiedzial, ze jest tam bardzo ladnie, "nawet cyprusy tak twierdza" ...hmmm... no wiec... jedziemy... gorska droga:) z jednej strony sciana skalna, a z drugiej przepasc... strony sie zmienialy, bo co chwila przejezdzalismy przez szczyt:) a tym razem (znowu) Ewa byla kierowca,bo Andrzej dzien wczesniej obchodzil... andrzejki (znowu) ... wiec... nie nadawal sie na kierowce... wiec jedziemy.... gorska droga... slonce... slonce... chmury... chmury.... deszcz... ulewa!! to trzeba miec szczescie... jednego dnia widziec na Cyprze snieg i deszcz (snieg widzialam pierwszy raz... ja to oczywiste, ale andrzej mieszka tu 2 lata... a to tez byl jego pierwszy raz) ....a deszcz... ja tu zmoklam tylko 3 a moze 4 razy (bo dzis tez pokroplilo wieczorem)... ale ten deszcz... hehe... to co bylo po jednej stronie drogi... czyli ziemi ze zboczy gorskich... nagle szybko przemieszczaly sie na druga strone... wiec z drogi robila sie rzeka... hehe, ciekawie bylo... na szczescie juz dojezdzalismy do Kato Pyrgos, czyli wyjezdzalismy z gor nad morze i w sumie akurat jak przyjechalismy nad morze... wyjelismy parasol, by zrobic jakies zdjecia... to za chwile przestalo padac:)
poszlismy do portu (jesli mozna to nazwac portem, bo bylo tam raptem pare kutrow rybackich rozmiarami nie wiele wiekszymi od pontonow... ok, omeg:) ale... ciekawe byly skaly... kolory miale niesamwite: zielone, fioletowe... hehe, jak z kosmosu:) no i ...trawa!! dziko rosnaca... a nie taka podlewana pod bankiem.... i w ogole jakos zielono bylo... jak nie na Cyprze:) czyli ladnie:) a ze zostalo nam jeszcze pare godzin slonca, to postanowilismy pojechac do Lazni Afordyty...
na wzgorzu jest mini amfiteatr na gora 6 osob, sciezki, kwiatki i basen... a dokladniej sadzwaka, w ktorej podobno kapala sie Afrodyta... no i koniec atrakcji... wracajac zajechalismy jeszcze do Pafos, ale bylo juz ciemno i wszystko co bylo warte zobaczenia bylo juz zamkniete, wiec bede musiala wybrac sie tam jeszcze raz, bo to cos w stylu Salamis... podobno, jak pojade, to porownam i napisze:)
...no i koniec wycieczki... powrot do limassol, potem nicosia i party urodzinowe wloszki... i wszytko fajnie poza faktem, ze teraz mam katar... bylo trzeba wlozyc kurtke w gorach... przeciez to juz grudzien i przeciez byl snieg i wiatr i... niewazne ,ze to cypr... ech... leczony czy nie, tydzien bedzie trwal... wiec sie kuruje i ucze, bo sesja zaczyna sie w sobote... no i musze wyzdrowiec, by jechac dalej:)
pozdrawiam,
pociagajaca ewa ( jeszcze tylko 4 dni pociagania...nosem:)
4 grudnia 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz