17 grudnia 2007

kolacja u ambasadora

no to pora wracac....
dzis mialam ostatni egzamin... w sumie to powinnam miec go tydzien temu, ale ze zajecie mam indywidualnie, to profesor zgodzil sie bym pisala sama pozniej... niby mialam wiecej czasu do nauki... niby... bo przed wyjazdem bylo trzeba wiele spraw zalatwic, jak pojechac na nowy campus po papier, ze jest bylo sie tu erasmusem... zajelo mi to pol dnia... po pierwsze tylko 3 autobusy teraz jezdzana nowy campus, a po drugie... kochana pani glowna koordynator czyli Emma, nie miala czasu... potem zrobila sie kolejka czekajacych na papier... no i zajelo to pol dnia... ale dzieki temu ,ze zrobila sie kolejka... to wrocilismy jedna taxi i bylo tanio... bo nie doczekalismy sie publicznego transportu...

bedac na campusie oddalam tez klucze do mieszakania i teraz jestem bezdomna... oddalam,bo zaplacilam tylko do piatku... oni mnie olewaja to i ja nie bede mila... (pralka nadal nie jest naprawiona... za kazdym razem cos sie psuje innego, ale nie ma wyjsc.. pierzemy i zastanawiamy sie czy tym razem wyjmiemy pranie, a doklaniej ile to zajmie czasu... bo Maria Usterki, odkad sie dowiedziala, ze wyjelysmy pranie... juz nie dzowni, juz nie przychodzi... i dzieki temu mozemy mieszkac nielegalnie:) Magda od poczatku mieszka nielegalnie...a teraz tez ja... hehe... biedna Analiza.. jak cos ,to wszystko bedzie na nia!:)

no wiec... egzaminy sie skonczyly, klucze zdalam... ida swieta... o wlasnie... w sobote bylam na wigili z Ambasadorem Polski na Cyprze... hehe,do tej pory nie wiem ktory to:/ Lukasz dostal zaporszenie z Ambasady... chyba dlatego, ze jak mieli problemy ze sprowadzeniem auta do nikozji poludniowej, to kontaktowali sie z ambasada, potem wybory i w ogole... byl tam czestym gosciem. wiec on wzial michala... a michal mnie... no i lukasz oczywiscie jeszcze Marlene... wiec nasza 4 poszla do Ambasadora:)

najpierw nie moglismy oczywicie trafic... ale w koncu znalezlismy... w drzwiach stal (moim zdaniem) ambasador z zona i konsul z zona... i witali wszystkich osobiscie:) znalezlismy wolne miescja i trzymalismy sie ich.. bo potem ludzi przybywalo i przybywalo i stoly dostawiali i dostawiali... byli tam tez jacys polscy sportowcy... kadra narodowa... lekkoatleci... biegacze... chyba sztafeta... nie wiem, ale podobno v-ce mistrzowie swiata:) ale poki co nic o nich w necie nie znalazlam.. czekam na zdjecia od 'chinczyka' z naszego stolika, bo wszystkich obstrykal:)

no wiec... zarcie za free, czyli to co studenci na emigracji lubia najbradziej:) a bylo bardzo dobre i bardo duzo... ale ludzi tez bylo duzo, wiec zanim sie zorientowalam, ze przyniesli ciasta... to ich juz nie bylo:/ ech... no ale i tak... wieczor zaliczam do udanych... a z polakami z naszego stolika umowilismy sie juz na wspolne wycieczki i imprezy po powrocie... heh, nie wiedzialam ze w samej Nicosi jest az tylu polakow...a przy okazji dowiedzialam sie o wulkanie na Cyprze... ktory mam zamiar odnalezc i zobaczyc w przyszlym semetrze:) a poki co... pakuje sie... niestety mam tyle rzeczy i zakupow... ze nie wiem jak sie pomiescic... kupilam nawet nowa torbe:) wieksza:) wiec stara zostawie u Dava wraz zawartoscia i mam nadzieje,ze w przyszlym semestrze na raty bede ja zwozic do polski... wiec prosze mnie odwiedzac na wiosne, bo mam sporo bagazu:)

termometr dzis pokazuje w Nikozji 18 stopni i slonce grzeje... a wigilia za tydzien... swiata tutaj to.. porazka!! jak mozna bombki wieszac na palmie!? a sylwester? oni nawet go nie swietuja! wychodza z domow dopiero po 12... jak sie wyszykuja i najedza... hehe... dziwny swiat... jadna polka na kolacji u ambasadora opowiadala, ze jak wyszla o 12 na ulice z szampanem w sylwestra, to sie na nia patrzyli jak na swira...

no to ...koniec korespondencji z cypru... koniec na ten semestr... I hope so :) so see You... next semester

Brak komentarzy: