6 lutego 2008

Nicosia welcome to.... again

Ewa Max Kolonko nadaje znowu:)

heh... znowu slonce, znowu cieplo, znowu Cypr... czyli Nicosia welcome to again... ale latwo nie bylo....

Na wyspe lecielismy w cztery osoby: Marlena, Ania, ja (czyli erasmusy z poprzedniego semestru) i Andrzej...moje biuro pomocy i wszelkiej informacji (choc nie lubi jak go tak nazywam jednak taka jest prawda i teraz tez sie przydal:)

Na lotnisko dotarlismy o 7 rano, bo o 9 byl samolot.... Andrzej bilet juz mial, a my mialysmy odebrac na lotnisku... Pierwsza Ania.... nie bylo probemu... potem ja z Marlena... no i sie zaczelo.... Okazalo sie,ze biuro nie dostalo potwierdzenia wplaty za nasze bilety,wiec wycofali rezerwacje, wiec nie mialysmy biletu. Pan powiedzial,ze bez potwierdzenia nam nie wystawi nowych. Cale szczescie mieli jeszcze wolne miejsca w samolocie... no ale kupowac nowe!? nie! Bylo trzeba zorganizowac potwierdzenie zaplaty za te bilety.... Placone bylo przez net.... wiec trzeba tylko dostac sie do internetu... ale za free sie nie da... trzeba bylo wykupic przynajmniej pol godziny dostepu... ale zeby za latwo nie bylo.... przelew ten wykonywala moja mama za mnie i za Marlene.. wiec trzeba sie bylo dostac na jej konto, a ona wlasnie powinna byc w drodze do pracy... heh.... no wiec spowrotem przekladam polska karte do telefonu.... dzwonie do mamy... cisza... dzownie do taty... jest! mama obok! jestesmy uratowani! zalogowalam sie na konto mamy i pokazalam panu z biura potwierdzenie na laptopie... i pan laskawie wystawil nam bilety... heh... nie wzbudzil mojej sympati:/ ale za to kolejka do Londynu stala niebezpiecznie blisko jego stanowiska i co chwila przesuwali jego kramik...sesese

O.... zapomnialam.... ja mam takie szczescie,a raczej tyle przygod... ze wlasnie tego dnia zaplanowali na lotnisku strajk pracownicy obslugi naziemnej... i niektore samloloty miale powazne opoznienia... ale z tego co zdazylam sie zorientowac... to tylko polskie linie lotnicze, a ja lecialam cypryjskimi:)

w czasie lotu byly turbulencje...z czego bardzo sie cieszylam... bo sasiadka obok... strasznie chrapala...cala droge ( mam szczescie do chrapiacych).... ale jak zaczelo trzesc, to sasiadka sie budzila i byla cisza:) jednak jak turbulencje sie skonczyly... koncert zaczal sie od nowa.... wtedy uratwala mnie muzyka ze sluchawek... glosno puszczana i jakos wytrzymalam...

...Nikozja... heh... slonca, palmy, morze... czyli nic sie nie zmienilo... troche sniegu widzialam na Olimpusie... jednak to pewnie za malo,by smigac na nartach:/

Z lotniska odebral nas Lukasz (dobry chlopak:) i zawiozl nas do housingu... ja w miedzyczasie zadzwoniam i spytalamsie czy zostawia nam klucze do domu,a jutro podpiszemy umowy... a oni juz zamykali.... Hello, I'm.... I arrived... I want... Can You leave.... i co chwile przekazywali komus sluchawke ,wiec co chwila musailam powtarzac to samo..ale w koncu sie dogadalam i zostawili nam klucze u jakiejs Marii... Maria nie wiedziala komu, ktory klucz,ale na szczescie okazalo sie,ze mieszkamy w tym samym mieszkaniu we trojke, wiec klotni nie bylo... kazda wziela pierwszy lepszy...

no i ja teraz mam tylko mala szafke,a dziewczyny wielka szafe na cala sciane... ale jest ok:) mieszkanie jst bardzo fajne... tylko jeszcze netu nie zlapalysmy:/ no i co najwazniejsze..... blisko na uczelnie i blizej na stare miasto... w tym samym bloku mieszkaja tez inne erasmusy,wiec jezyk bedziemy cwiczyc w relacjach sasiedzkich... a mieszkanie? wychlodzone... grzejniki zakrecone, wszystko powylaczane....
wiec teraz cieplej jest na balkonie niz w mieszkaniu... ale do wieczora moze sie nagrzeje, choc tu grzanie dopiero wlaczaja na noc:/

podsumowujac... dobrze jest, a wieczorem wybieramy sie polska ekipa na mecz Polska - Czechy ...bo akurat graja na Cyprze:)

Brak komentarzy: