10 lutego 2008

na południu bez zmian

heh... znowu jestem na Cyprze.... a tu nic sie nie zmienilo... Cypryjczycy nadal sa niscy, zbytnio wypachnieni, nazelowani i oczywsicie metroseksualni... Cypryjki? nadal idealne... czyli nadal nie wyjda z domu bez swojej super fryzury (oczywiscie wszystkie tak samo uczesane i ubrane i... 'beztylkowe'-tak jak faceci)...no i te grajace tylki.. heh... wlaczaja muzyke w telefonie (oczywiscie nie na sluchawkach)... wkladaja telefon do kieszeni w spodniach... i chodza ulicami z grajacaymi tylkami...

wyspa nadal wyglada jak obraz po bitwie... a szczegolnie uczelnia po ktorej lataja papiery,a nigdy nie widzialam,by ktos je sprzatal...

chodnikow nadal nie ma,wiec nadal chodze jak swieta krowa ulica, choc przez te pobyty raz w Polsce, raz na Cyprze... zapominam z ktorej strony bedzie jechal samochod... wiec atakuja mnie z kazdej strony...

ale zeby nie bylo,ze narzekam... slonce nadal grzeje, pomarancze, cytryny i oliwki przed blokiem nadal rosna i owocuja... morze...no coz, pewnie chlodniejsze,ale na pewno zaraz bedzie cieple:)

jednak zmian troche jest/bedzie... wczoraj bylismy w klubie i bylo tam sporo polakow... dalo sie to zauwazyc po blond wlosach,co na wyspie zdaza sie rzadko... i jeszcze po tym,ze tanczyli, bo tutejsi tylko stoja na srodku parkiety i nawet nie podryguja...

a ja jutro wybieram sie do mojej koordynator i profesora, bo pora zaczac sie uczyc,ale poki co nie mialam szczescia zastac ich na wydziale... ale mimo miesiecznego spoznienia nikt nie robi problemow i wszystko jest daxi...

i najwazniejsza zmiana... mieszkanie powoli ma temeprature cieplejsza niz na dworze, wiec juz mozna spac bez swetra:) a poza tym... nasz grzejnik kuchanny... powoli przestaje byc grzejnikiem i niedlugo zadebiutuje jako... piekarnik:)

Brak komentarzy: