3 maja 2008

ekstremalne opalanie

Pojechalismy na plaze do Limassol.. Łukasz chcial plywac na desce, wiec sprawdzil, ze tam wieje... no i wialo... bardzo! Ja z Marlena zabralysmy sie z nim, by skorzystac ze slonecznego dnia i nabrac troche koloru. Jednak opalanie organiczalo sie do walki ,by nie zwialo recznika:/ Lezec tez sie nie dalo, bo piaskiem tak dmuchalo, przypominalo to akupresure, a po chwili bylo sie juz pod spora warstwa pisaku... Przenioslysmy sie wiec za wydme (mala, bo mala, ale moze zadziala)... slabo zadzialal... wiec poszlysmy zbierac muszle dla rozrywki... niestety ciekawych nie bylo... wiec niecierpliwie czekalysmy az Lukasz wroci... ale wrocic nie chcial... zimno sie zrobilo... nadal wialo, az pomidory z kanapek spadaly (bo Marlena przygotowala super wyzerke... salake owocowa, kanapki i w ogole... mniam)... no ale z piaskiem to az tak dobrze nie smakowalo... wiec jak tylko Lukasz przyplyna ,to szybko spakowalismy sie do auta (czemu zawsze rozpakowanie, zlozenie i spakowanie spowrotem deski na samochod zajmuje wiecej czasu niz samo plywanie!?) i wrocilismy do domu... bez jednego klapka Lukasza, bo... wywialo go...

wiec trzeba wrocic do naszego sprawdzonego miejsca plazowego na dachu (szkoda tylko, ze papa strasznie grzeje i bardziej goraco jest od spodu niz od gory... ale zawsze jeszcze zostaje balkon... ale tylko rano jest tam slonce) ...heh, plazowanie na Cyprze, to sport ekstremalny

ewa_juz nie blada

Brak komentarzy: