Czemu to mi sie zdarzaja takie historie i czemu zawsze w nienajszczesliwszym zbiegu okolicznosci?!
Wczoraj byly urodziny Amandine, francuski... wiec bylo party w klubie... a rano... niewyspana i zmeczona musialam wstac zaraz, gdy zasnelam i isc do piekarni wyjasnic co z moja karta:/ i co sie okazalo!? ze pan z banku powiedzial, ze tranzakcja nie zostala zrealizowana, czyli lucky me, bo problem rozwiazany, ale unlucky me, bo musze w koncu zaplacic za te zakupy... ale zapomnialam portfela (bo po co miał być mi potrzebny skoro to mi mieli dac kase)... no wiec spowrotem do domu i spowrotem do piekarni i spowrotem do domu i w koncu mogę spac:) heh, tyle chodzenia, bo zachcialo mi się wiaderka lodow:/ cale szczescie, ze piekarnia była blisko domu...
Ale za to jak popoludniu znowu wybralam się z domu... to w momencie, gdy wyszlam z bloku... rozpadalo się... a przeciez deszcz na Cyprze jest tak malo prawdopodobny jak slonce w kortowiade... czyli albo mam takiego pecha... albo takie szczescie... jeszcze nie wiem, ale wole wierzyc, ze szczescie:)
ewa_lucky girl
8 maja 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz