Dojście do schroniska zajęło nam 6 godzin. Szlaki nie są oznaczane tak jak w Polsce farbą, ale małymi kamieniami ułożonymi jaden na drugim. Mijali nas berberyjscy przewodnicy prowadzących muły obładowane towarem lub słabszymi turystami. Po dwóch godzinach marszu dotarliśmy do świętego kamienia muzułmanów, czyli wielkiego białego kamienia. Był on w wiosce, w której można było kupić colę czy fantę schłodzoną górskim potokiem lub ozdobne skały, jeśli ktoś miał zbyt lekki plecak. A potem były juz tylko góry, kozy, owce i góry, jeszcze pare razy stoiska z zimną colą, znowu kozy... a chmury zdawały się schodzić coraz niżej i niżej... i robiło się chłodno...
Po drodze spotkaliśmy polaków, którym nie udało się wejść na szczyt. Jedna dziewczyna źle się czuła (podobno powyżej 2500m organizm może dziwnie reagować), a pan powiedział, że ma już 60lat i po prostu nie dał rady... nie zraziło nas to jednak bardzo, bo postanowiliśmy, że nawet 2 tygodnie możemy tam wchodzić, ale dojdziemy! ...
...i doszliśmy... póki co do schroniska pod Toubkalem (3200m.n.p.m.),
a dokładniej do 2 schronisk, które są obok siebie. Zdecydowaliśmy się na marokańskie, gdzie w drzwiach czekał już pan z herbatą (francuskie jest tuż obok, ale polecano nam marokańskie)... z wolnymi miejscami nie było problemu... Dostaliśmy cały pokój dla siebie... 2 rzędy dwupiętrowych łóżek, więc można było przebierać i wybierać... niestety na całe schronisko działały tylko 3 prysznice, a w dodatku prąd był włączany dopiero wieczorem, ale dostaliśmy za darmo gorącą wodę, by zjeść polską chińszczyznę, więc czego chcieć więcej!? nikt wersalu przecież nie oczekiwał... jak na schronisko, to było całkiem całkiem:)
a dokładniej do 2 schronisk, które są obok siebie. Zdecydowaliśmy się na marokańskie, gdzie w drzwiach czekał już pan z herbatą (francuskie jest tuż obok, ale polecano nam marokańskie)... z wolnymi miejscami nie było problemu... Dostaliśmy cały pokój dla siebie... 2 rzędy dwupiętrowych łóżek, więc można było przebierać i wybierać... niestety na całe schronisko działały tylko 3 prysznice, a w dodatku prąd był włączany dopiero wieczorem, ale dostaliśmy za darmo gorącą wodę, by zjeść polską chińszczyznę, więc czego chcieć więcej!? nikt wersalu przecież nie oczekiwał... jak na schronisko, to było całkiem całkiem:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz