14 września 2009

wszystkie drogi prowadzą na Toubkal

4.00 - pobudka
4.30 - śniadanie
5.00 - wyjście
Poprzednim wieczorem Jacek, Adrian i Krzysiek zorientowali się gdzie jest szlak i którędy trzeba iść w stronę szczytu, by rano nie błądzić po ciemku... jednak, mimo tego mieliśmy problemy ze znalezieniem ścieżki i okazało się, że wybraliśmy trudniejszy początek szlaku... ale okazało się też,że wszystkie drogi prowadza na Toubkal, wiec po przejściu głazowiska trafiliśmy na szlak.
6.00 - robi się jasno, można wyłączyć czołówki, ale nadal jest zimno, bardzo zimno, woda na bokach strumienia jest zamarznięta
8.00 - wychodzimy z cienia, mrowienie w palcach, czyli jest lepiej, cieplej
8.30 - wchodzimy na grań, co za widoki! wieje
9.00 - widać ostrosłup, który stoi na szczycie, strasznie wieje (rękawiczki, kurtka przeciwwiatrowa i 'coś na głowę' były nieocenione)
9.30 - szczytujemy... 4167m.n.p.m. ... ale nie jesteśmy sami, co chwila przychodzi ktoś nowy, są też inni polacy, a także hiszpanie robiący wielkie zamieszanie... zasłużony odpoczynek... sesja fotograficzna... posiłek... znowu sesja
10.30 - ruszamy w dół... szybko, może nawet za szybko, w pewnym momencie widzę mroczki i jest mi niedobrze... trzeba zwolnić... po chwili jest już ok
15.00 - zamówiony obiad w schronisku... miało być wielke, pyszne i sycące spaghetti... a było trochę makaronu i miseczka sosu... na 11 osób... na szczęście potem donieśli keczup
16.00 - schodzimy spowrotem do Imlil
19.30 - zastaje nas zmrok, czołówki na głowy i idziemy dalej
22.00 - Brahim czeka w progu z gorącą herbatą!!!
23.00 - padam ze zmęczenia

Brak komentarzy: