9 sierpnia 2004

krawczyki wyjechaly

krawczyki wyjechaly...tego samego dnia wyjechala izka na interview do chicago,ale juz dzisiaj ma wracac...ale poki co to jestesmy same z marcinem i czekamy tylko na jakies informacje z interview lub z drogi od krawczykow i grusznisow (bo krwaczyki jada razem z marcina rodzicami i mlodszym bratem marcina,potem dolaczy sie do nich kuzyn adam i izka, grusznisowie wracaja, potem dolaczamy sie my,czyli ja ,kaska i marcin,potem krawczyki wylatuja do polski,my jedziemy do vegas,a potem my wracamy do kansas...troche to zawile:) tak wiec siedzimy i czekamy na jakies wiesci...

a w pracy... zaraz jedziemy dac glownemu menagerowi xero listu od ciee w sprawie naszych podatkow,bo chyba zgubili poprzedni i dlatego ciagle nie mamy wyplaty. moze w koncu cos sie na dniach wyjasni... a jutro znowu na caly dzien do pracy...juz mi sie nie chce:( ile moze ciagle gadac do samo o sobie i to samo menu polecac:( dobrze ,ze jeszcze tylko miesiac:) nie wyobrazam sobie,jak inne kelnerki moga tu pracowac latami!?

a ostatnio byla u nas w restauracji pani clown! powiedziala,ze jest clownem z powolania i chodzila miedzy stolikami i robila wszystko,doslownie wszystko z takich podluznych balonow.jejq, byla niesamowita, zrobila rozowa pantere, zyrafe, serce, kwietki,kapelusze, biedronke, karabin... co kto chcial,to robila,byla niesamowita:)

a jeszcze przed wyjazdem krawczykow,to bylismy z nimi u nas w restauracji jako goscie i... ja z kaska balysmy sie,ze skomentuja nasze stroje (spodenki i koszulki-niby nic jak na amerykanskie warunki,ale nie wyobrazam sobie takiej restauracji i takich stroi w polsce)...no ale oni tylko o tym, ze tu glosno i trzeba krzyczec jak sie rozmawia (bo u nas jest taka atmosfera..hmm... mowia nam ,ze mamy byc jak cheerleaderki: energia i usmiech... wkolo pelno telwizorow wlaczonych tylko na kanaly sportowe i w ogole luz blues),no wiec chyba im sie podobalo i zarcie dobre,ale tluste...tyle,ze glosno....

A dwa dni pozniej jak my pracowalysmy,to przyszli zobaczyc jak sobie radzimy i porobic zdjecia i nakrecic cos... i na wstepie powiedzili,ze krecic nie wolno,ale zdjecia, to robili co chwila. usiedli przy kaski stoliku,wiec kaska wie lepiej co mowili,bo ja to nie mialam za duzo czasu z nimi gadac, bo mialam duzo klientow.kaska chciala ,by usiedli u niej,bo miala duzo wolnych stolikow,a za chwile mialo przyjsc jakies party na kilkanascie osob,a kaska miala juz w tym dniu kilka party i juz miala dosc,wiec krawczyki siadly,a party wzial ktos inny...a tego dnia tez bylysmy caly dzien w pracy,wiec jak przysli,to my juz ledwo na nogach stalysmy:( no dobra.to tyle o nich i pracy.

ostatnio bylysmy na zakupach w wielkim centrum handlowym i jak to czesto bywa: jak wyszlysmy, to nie moglysmy znalesc auta... szukalysmy chyba pol godziny,a slonce bylo coraz wieksze:( w koncu weszlysmy spowrotem do sklepu i okazalo sie ze wyszlysmy nie przez ten sklep,bo na drugim koncu centrum handlowego jest ten sam sklep...no wiec znowu musialysmy przejsc przez cale centrum,a jak wyszlysmy na podworko,to wszystko wygladalo tak samo... poza faktem,ze miedzy tysiacami samochodow byl nasz:)a dokladniej marcina,bo pozyczylysmy jego,a nie mialysmy pilota,tylko kluczyk,wiec nawet nie moglysmy wlaczyc alarmu i szukac na sluch... ale bylysmy wkurzune!

ech,a co do naszego samochodu,to w koncu nie mamy ubezpieczenia i chyba nie bedziemy robic, bo rejestracje mamy do 28,a ubezpiecznie byloby wazne na miesiac od dnia zakupu,wiec po co mamy placic polowe na darmo tyle kasy,skoro jeszcze na tydzien lecimy do LA,wiec nie bedziemy uzywac, a 28 moze sie okazac,ze znowu mamy inny samochod...a jakby nas policja zatrzymala,to i tak nie chce ubezpieczenia, bo jest tylko potrzebne przy wypadku...tak wiec jezdzmy ostroznie:)
no to tymczasem:)

Brak komentarzy: