4 sierpnia 2004

porzadek jak nigdy

dzis wielki dzien...wielkie sprzatanie,bo przyjezdzaja rodzice kaski i izki...ech. od rana zrobilysmy juz trzy prania, zmywanie, odkurzanie, zamiatanie itd.

ale najwieksza przygode mialysmy z psami,bo...uciekly! wypuscilysmy je do ogrodu, by sie wysikaly i po jakims czasie kaska zaglada do ogrodu,a tam furtka otwarta ,a po psach ani sladu! wczoraj mis tez uciekl,bo wyrwal sie izke ze smyczy,ale dzis namowil tez lole do ucieczki i poszli w dluga i tyle ich bylo widac...no wiec do samochodu i jezdzmy po osiedlu i krzyczymy:lola,lola (misia nie ma co wolac, bo on sie nigdy nie slucha),jezdzimy w kolko i jedzimy i w koncu zobaczylismy faceta przed garazem, wiec kaska sie pyta czy nie widzial haskiego i loli...a facet: haskiego i ...co? no,kasce sie pomylilo i zamial pudel to powiedziala lola (tak jak wczoraj,jak zbierala zamowienie, to powiedziala:coors light,tak? -to takie piwo,ale miala powiedziec:coors light, right? ech...placza sie nam jezyki!

ale wracajac do sprzatania,to juz wszystko lsni( my sie tez:) (wszystko poza psami,ktore znalazlysmy na basenie,gdzie robily furore,bo ludzie biegali za nimi,wiec sa teraz troche brudne i za kare siedza w garazu)...a kaska czeka teraz na marcina i jada po izke ,a potem na lotnisko... na mnie juz nie starczylo miejsca,ale i tak prawdopodobnie kaska bedzie musiala siedziec na walizkach,bo troche ciasno bedzie w piec osob i bagaze w jednym aucie...wiec ja mam czas w koncu cos napisac:)

z nowosci,to mamy juz ubezpieczenie na samochod,tylko na kaske,bo na dwie osoby,to by wiecej kosztowalo,a kaska sie boi jechac samochodem jak ktos inny jest kierowca niz ona,ale jakos znosi ten bol dosyc czesto,jak ja prowadze,izka czy marcin...hmm. no wiec mamy ubezpieczenie i jakos jezdzmy tym naszym nowym starym autem. nowe,bo mamy je od niedawna,ale stare,bo na kazdej dziurze tak halasuje jakby mialo sie rozpasc...ale najfajniejsza jest klimatyzacja.wczoraj bylo tak goraco,ze nie dalo sie bez klimy jechac,wiec odzalowalysmy te pare dolarow i wlaczylysmy klime i...hmm... zero efektu...zero jak samochod stal,a jak ruszal,to cos jakby probowalo wiac,wiec by cos czuc musialam przykladac glowe do wylotow...ale na swiatlach musialysmy odkrecac szyby,bo klima nie dzialala,a tak to chociaz goracy wiatr wial...zawsze to lepiej niz tylko slonce zza szyby...

ech,taki upal byl,ze nasza tymczasowa rejestracja,ktora jest przyklejona na tasme do szyby... odkleila sie,bo tasma sie stopila...jak widac przygoda goni przygode... ech...wlasnie przyjechal marcin i zabral kaske,wiec juz jada po rodzicow ,wiec juz koncze,bo musze sie przygotowac i ogarnac ostatni syf...no to do nastepnego...

ewa_lsniaca ewa

Brak komentarzy: