12 sierpnia 2004

wywalili mnie

wylali mnie z pracy!!!nie,nie zartuje!ja tez myslalam,ze to zart,ale sie okazalo...ze to nie zart! we wtorek po pracy dwoch menagerow zawolalo mnie do biura ,kazali usiasc w fotelu i zaczlo sie...myslalam,ze jak zwykle zartuja,bo oni ciagle zartuja i do rozmowy z marcinem,ktora odbyla sie przed chwila ciagle nie bylam pewna czy to nie kolejny zart.

tak wiec,kazali usiasc i jeden mowil,a drugi cos tam pisal.no i mowil...nawet nie wiem dokladnie co, bo nie dosc,ze wszystkiego nie rozumiem,to puszczalam czesc mimo uszy i ciagle sie smialam, bo bylam pewna,ze to glupi kawal. no i cos mi dali do podpisania i kazali skomentowac,wiec napisalam: funny,ha,ha,ha i podpisalam sie,ale w sumie,to nie jest moj podpis,bo uznalam,ze nie bede podpisywac czegos,co nie umiem przeczytac,wiec namazgralam tylko 'w',a gdy bylo trzeba tez drukowanymi,to jeszcze bardziej namazrgalam i sobie poszlam.

Spytalam sie jeden kelnerki, ktora tu dlugo pracuje ,czy to mozliwe,czy to zart,bo powod wypowiedzenie to to,ze nie spelniam oczekiwac kelnerki w tej restauracji (bo to specyficzna restauracja,ale o tym pozniej).to wiec ona powiedziala,ze to niemozliwe,tymbardziej,ze jest duzo wiecej kelnerek,ktore mniej sprzedaja niz ja i takie tam. no wiec sie wrocilam do biura,a tam kaska probowala dojsc o co chodzi.a menager powiedzial,ze on wcale nie zartowal,ze to tylko ewa sie smiala,ale na pytanie czego ja nie spelniam, a co kaska spelnia,to nie umial odpowidzec i ciagle tylko,ze nie spelnia oczekiwan i ze oni nic nie wiedza,ze oni to dostali z gory...hmmm.no to sie obrocilam na piecie i poszlam do domu.

W domu byl marcin,bo przyjechal na lunch,wiec mu pokazalam moja kopie wypowiedzenia,a on jak zobaczyl moj komentarz,to tez byl pewien ,ze to zart,ale zadzwonil do restauracji,by sie dowiedziec o co dokladnie chodzi.a tam menareg,ze nie spelnia oczekiwac i ze on wicej nie wie.to marcin sie pyta,kto podjal ta decyzje.a on,ze to nie jedna osoba,ze tu wszyscy razem podejmuja decyzje.ale marcin spytal sie czy moze rozmawiac z davem (glowny menager,ktory nas polecil,bo zna marcina), ale oczywiscie dava nie bylo...potem przyszla izka i zalamala rece...bo kolejna przygoda:( i kolejny problem:( ale i tak sie nic nie dalo zrobic poki marcin nie porozmawia z davem,wiec bylo trzeba czekac do jutra...

jutro nadeszlo i marcin poszedl do pracy i z pracy mial zadzwonic do dava. dzwonil kilka razy,a dave albo byl na spotkaniu albo zajety albo mial jakas rozmowe przez telefon...jak nigdy teraz nie mial ani chwili...ale w koncu popoludniu marcin z nim pogadal i jak wrocil do domu,to powiedzial o co chodzi... oczywiscie do konca,to sam nie wiedzial,bo tez mu nie chcial powiedziec:ze nie spelnia oczekiwac na tej pozycji w tej restauracji...ze tutaj jest taka atmosfera,w ktora ewa sie nie wkrecila... ze po prostu nie pasuje tutaj...ze przez 90 dni jest czas,by zdecydowac czy pasuje czy nie,i uznali,ze nie.no to marcin spytal sie czy jest szansa,bym pracowal jeszcze 3 tygodnie, bo jeszcze tyle bede w stanach,a teraz bedzie trudno znalezc prace i ze ewa bardzo lubi te prace i ze ewa sie przejela i ze ewa plakala (musial nazmyslac jak to zawsze w stanach bywa :trzeba ludziom wchodzic w tylek ,by cie lubili),ale on powiedzial,ze juz sie nie da nic zrobic i do widzenia. no wiec teraz juz wiem,ze to nie byl zart.

izka to skomentowala tak,ze za malo sie malowalam,bo ona mi zawsze kazala mocniej,a ja nie chcialam, a inne kelnerki byly mocniej (bo to chyba glowny zarzut,bo przeciez nie wywalili mnie chyba za male cycki.bo nasze uniformy,to takie koszulki na ramionczkach z dekoltem,wiec widac ktora jakie ma cycki.wiec wszystki kelnerki nosza staniki powiekszajace cycki,a kilka to nawet nosi po dwa staniki i sie tego nie wstydzi...a ja sie nie wstydze tego jakie mam,i za nic dwoch stanikow bym nie nalozyla,bo z tylu widac,ze sa dwa zapiecia i w ogole po prostu widac.wiec ja swoja koszulka podciagalam wysoko z przodu,wiec wygladala jakby miala specjalnie mniejsze wyciecie,a ja sie lepiej czulam,jak nie mialam cyckow na wierzchu.ale nie myslcie,ze to nie wiadomo jaka obskorna restauracji, bo tak nie jest,bo po prostu ja nie lubie koszulek z duzym dekoltem,no i chyba nie pasuje jako cheerleaderka). innych powodow wywalenia mnie nie widze,bo wszystko robilam dobrze,a menagerowie mowili,ze mnie lubia i ze robie great job.no wiec teraz to juz nie wiem o co chodzi,bo czemu jednego dnia mowia,ze swietnie pracuje, przybijaja mi pietki,pokazuja ok,mowia,ze wow,duzo sprzedalam,a drugiego dnia sie naradzaja i uznaja,ze jednak najgorzej pracuje.ech, od poczatku ta ameryka mi sie nie podobala! no wiec znowu jestem na bezrobociu...

kaska wczoraj poszla sama do pracy,a jak sie ktoras kelnerka pytala czemu mnie nie ma i kaska mowila prawde,to nikt nie mogl uwierzyc.a tego dni znowu bylo za duzo kelnerek i az 7 musialo isc do domu,wiec i kaska sie zglosila,bo samej jej sie nie chce pracowac (bo jak pracowalysmy razem, to sobie pomagalysmy:jak duzo picia bylo trzeba zaniesc,to szlysmy razem,jak bylo duzo klientow,to bralysmy zamowienia od siebie lub cale stoliki,gdy druga miala wiecej czasu i sobie pomagalysmy... ech,co zrobia ci klienci,co przychodza tylko dla mnie i jak kaska sobie poradzi:) !?

tak wiec, siedze teraz w domu i z nudow sprzatam,zmywam,piore i kosze trawnik...a co do koszenia trawnikow,to marcin wymyslil,ze moge ludziom na osidlu kosic trawnik za 25$. Zrobilismy juz dzis ulotki na komputerze,jutro pojedzimy zrobic 200 kopii,bo tu jest 200 domow, no a potem czekam na telefon, laduje kosiarke i w droge trzy domu dalej po 25 dolcow:) ech, jeszcze na tym lepiej wyjde niz kaska,ktora ciagle pracuje jako kelnerka:) no i nie musze odprowadzac podatkow ani bawic sie w zadne papierki,a kase mam od razu do reki:) a jesli
nikt nie zadzwoni,to co...mam wakacje,wiec chyba nie powinnam marudzic,ze nie mam pracy:) ech,wole wierzyc,ze tak mialo byc;ze zwolnili mnie i dzieki temu dostane lepsza szanse:)

tak wiec teraz,to sie nawet ciesze:) dzis w ramach probu skosilam nasz trawnik...z tymi amerykanskimi trawnikami to jest tak,ze je sie strzyze w paski,wiec musze latac prawo,lewo i tak caly trawnik,a nie jak mi sie ze chce,ale marcin mi juz pokazal i nawet calkiem,calkiem mi wyszlo:) no wiec teraz bede kosic trawniki!

ewa_na bezrobociu

Brak komentarzy: