wczoraj zerwalysmy sie z pracy:) w sumie to nie tak do konca,ale wynik jest taki,ze nie pracowalysmy, ale od poczatku:)
mialysmy pracowac wczoraj na wieczorna zmiane,no wiec grzecznie przyszlysmy. (chcialysmy wziasc ze soba aparat,by zrobic sobie zdjecie z chlopakiem ,ktory pracuje na host i na dniach jedzie do domu,do irlandii,wiec juz go wiecej nie spotkamy...no ale zapomnialysmy aparatu z pospiechu). no wiec przyjechalysmy i okazalo sie,ze jest nas strasznie duzo...za duzo kelnerek, wiec niektore kelnerki moga isc do domu...nie pierwszy raz sie pytali,ale my nigdy nie chcialysmy isc do domu, (ba,raz nawet przyszlysmy za kogos na zmiane),no wiec tyle bylo powodow by isc do domu...ze poszlysmy:) po prostu czasem trzeba sie zerwac z pracy,by odreagowac:)
postanowilysmy wrocic tu z aparatem i usiasc jak narmalni klienci,by tym razem nas obslugiwali:) tak,wiec w dobrych humorach wrocilysmy do domu.a w domu spotkalysmy izke,ktora wlasnie skonczyla telefoniczne interview,bo chce zmienic prace.tak,wiec cale popoludnie opowiadala jak to interview wygladalo,jakie pytania zadawali itd. a firma ta jest w chicago,wiec jak dostanie prace,to sie przeprowadza... no ale wrocil marcin i znowu to samo o interview:( wiec my postanowilismy pojechac po nasz samochod (sparaw wyglada tak,ze nie mamy teraz samochodu,bo honda, ktora jezdzilismy zostala sprzedana i facet ma nam dac w zamian inny samochod, tyle,ze nie ma czasu nam go przywiesc,no wiec postanowilysmy pojechac same). marcin i izka nie mieli czasu i zbytnio glowy ,by jechac z nami,wiec wyslali nas same (a trzeba tu dodac,ze ta okolica jest strasznie nieciekawa:w rowach leza zardzewiale autobusy szkolne i wozy strazackie, pelno hal bez szyb w oknach,za plotem jezdza pociagi co chwila,a zdezelowanymi samochodami jezdza tylko murzyni i meksykanie...no ale nie bylo wyboru,wiec pojechalysmy same)
i okazalo sie,ze ma dla nas bmw z otwieranym dachem i wszystko cacy,tyle,ze jak sie nim przejechalam, to starsznie sie nim jechalo i gasl co chwila,no ale powiedzial,ze on to naprawi...ale obok stala taka sama honda,ktora my mialysmy,tyle,ze jeszcze nic o niej nie wiedzial, bo dopiero ja dostal...wiec spytalysmy sie,czy mozemy dostac honde, bo bedzie latwiej sie jedzic,bo wszystko tak samo,no i poza tym,w pracy,by sie nie dziwili,ze co chwila innym samochodem przyjezdzamy (bo jak nie mialysmy zadnego,to bralysmy marcina honde).no a facet powiedzial,ze hondy,to nie bo musi ja najpierw sprawdzic,ale moze nam dac mazde...hmm,mazde:) mazda ta wygladala calkiem, calkiem,no i palila duzo mniej niz bmw i jezdzila tez ladnie:) a ze facet mial (jak to kaska mowi "pady" na nia,(a z tymi padami,to jest tak,ze proponowal jej malzenstwo i ze nawet moze za nia do polski pojechac ,ze jak zasypia czy robi zakupy,to mysli o kasce i w ogole takie glupoty gadal, ze az sie wystraszylysmy),to bez problemu dal nam mazde...
problem byl tylko taki,ze mazda ta nie miala paliwa,a my do domu mialysmy daleko i tylko highway'ami. no wiec kaska jechala marcina honda,ja mazda i modlilam sie tylko,zeby starczylo paliwa:) jechalysmy tak i jechalysmy, wszyscy nas wyprzedzali,a ja na kazdej dziurze mialam wrazenie,ze rura wydechowa lub cos innego odpadnie,bo cos strasznie zawsze gruchotalo:( (z tymi jego samochodami to jest tak,ze on jest dealerem,ktory kupuje samochody tanio,bo sa kiepskiej jakosci,naprawia je,wymienia silnik i sprzedaja drogo...a jak widac czasem wypozycza)... cudem dojechalam na stacje (kaska mowila,ze jak jechala za mna,to malo ze smiechu nie pekala, ze znowu mamy takie przygody z samochodem,ktory ledwo jedzie i to na samych oparach)...na stacji mozna placic na zewnatrz ,np karta lub w srodku.my wybralysmy inside,by placic gotowka, no wiec jak juz zatankowalysmy i poszlysmy placic,to okazalo sie,ze ja nie mam portfela,a kasce pomylily sie banknoty i okazalo sie,ze nie ma tyle gotowki...na szczescie miala karte kredytowa:) zatankowalysmy i wrocilysmy do domu,by zostawic jeden samochod i pojechac w koncu do naszej restauracji,by nas obsugiwali i by poprawic sobie humor...
no i tak:na host byl inny chlopak (niesympatyczny typ,bo jak sie go prosi,by cos podal co wisi wysoko-bo on jest strasznie wysoki-to zawsze sie obraza,ze to dyskryminacja,ze on jest taki wysoki i w koncu nic nie podaje..hmm!? )no wiec weszlysmy i usiadlysmy sobie w kacie...troche to trwalo nim ktos do nas przyszedl,chyba nie zauwazyli,ze przyszlysmy... nasza kalnerka byla crystal (w sumie ja malo znamy,ale od razu zaproponowala nam,ze musimy gdzies wyjsc dzis wieczorem,bo ona i kilka kelnerek idzie do klubu i ze mozemy nocowac w jej apartamencie jak nie mamy jak wracac i w ogole byla sympatyczna:) no ale przejdzmy do zamowienia: wiemy,ze nie mozemy pic w miejscu pracy,ale ten zakaz odwolali kiedys,ale potem chyba znowu byl aktualny, wiec spytalysmy sie crystal,czy mozemy piwo,czy nie,a ona,ze tak,ze mozemy pic,no wiec zamowilysmy picie i zarcie,i najpierw przyszlo picie...siedzily ,gadamy z crystal i przychodzi ta wiedzma w kreconych wlosach,co byla kiedys moja trenerka i przynosi zarcie i bez slowa odeszla i ...poszla do menagera na skarge,ze pijemy w miejscu pracy...a to wiedzma! mogla nam powiedziec,ze nie mozemy,a nie od razu na skarge...no wiec przyszedl menager i zabral nam picie,a crystal wycofala je z zamiwienia,wiec nie musialysmy placic,chociaz juz cos wypilysmy:)
dobrze,ze ten menager w sobote przenosi sie do innej restauracji,to nie bedzie nieprzyjemnych sytuacji:) ale i tak nie bedzie,bo jak on przyszedl,to crystal od razu powiedziala,ze to jej wina,bo powiedziala nam ze mozemy pic, ech... no ale i tak nam nic nie zrobia,bo do papierow nie wpisza (przeciez to nie nasza wina,bo my i tak na spotkaniach przed kazda zmiana,to rozumiemy tylko polowe z tego co oni gadaja przez kilkanascie minut),a z pracy nas nie wyrzuca,bo niby dlaczego, no i przeciez my tam jestesmy atrakcja z akcentem:)no wiec wszystko dobrze:)
nie wiadomo tylko jak z tym autem,bo trzeba wykupic ubezpieczenie,a facet powiedzial,ze ma byc na izke,a my nie mamy zadnych papierow na ta mazde,wiec jak temu dealerowi sie zechce to moze zadzwonic na policje,ze mu ukradlysmy samochod, wiec wyglada na to,ze zawieziemy ta mazde z powrotem i powiemy ,by oddal kase i bedziemy liczyc na laske marcina albo bedziemy pracowac tylko w weekendy,albo wypozyczymy od normalnego dealera z licencja na wypozyczanie,albo wyjasnimy to...ech ,jak widac nie zawsze jest rozowo...
ewa_w szarej rzeczywistosci
30 lipca 2004
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz