19 lipca 2004

nieudane zakupy

sobota...w sobote poszlysmy do pracy na rano i ...ja wygralam zabawe,wiec ja wybieralam pierwsza sekcje,wiec mialam bardzo dobre stoliki:) dzien sie toczyl i toczyl do konca zmiany az pod koniec zmiany przyszedl menager i spytal sie czy nie mozemy zostac na wieczorna zmiane,bo trzy dziewczyny nie przyszly, a wyglada na to,ze bedzie busy.hmm,hmm no i sie zgodzilysmy (zgodzilysmy sie,zanim zorientowalysmy sie,ze to oznacza,ze mamy pracowac jeszcze 8 godzin) boze...ale sie te godziny wydluzaly! a za to,ze zgodzilysmy sie zostac i uratowalysmy ich od rychlej zguby,to mialysmy zarcie do wyboru ,do koloru i za darmo:) a jakie byly napiwki:) ho,ho,ho:) wszystko fajnie,ale pod koniec pracy,to moje nogi byly jak z kamienia,a prace skonczylysmy o 1 w nocy,wiec dopiero o 2 poszlysmy spac,a o 7 musialysmy wstawac,bo na 8 spowrotem mialysmy byc w restauracji na jakies classy.

Polprzytomne dojechalysmy do restauracji,a tam pustki...menager powiedzial,ze spotkanie jest,ale nie w tej restauracji (szkoda,ze nas nikt nie uprzedzil),no wiec narysowali nam mapke na serwetce i ruszylysmy w droge. Droga prowadzila przez highwaye,wiec martwilysmy sie,ze nasz samochod moze nie przezyc tak zawrotnej predkosci i to w takiej ilosci,bo ta druga restauracja byla w innym miescie.no wiec ruszylysmy ,ale nie umialysmy trafic. kilka razy zjezdzalysmy z highway'a myslac,ze to juz ten zjazd,ale zawsze to byl nie ten. jak juz nam pozostal ostatni skret,bo dotrzec do celu,to nie moglysmy nigdzie znalesc tej ulicy. pytalismy sie ludzi,oni nam mowili, ale okazywalo sie,ze to podobna nazwa,ale nie ta.szukalysmy tak przez 2 godziny,az w koncu zrezygnowane wrocilysmy do naszej restauracji i powiedzialysmy menagerowi,ze nie moglysmy trafic i czy mozemy wziasc te classy kiedy indziej. oczywiecie sie zgodzil i powiedzial,ze tym razem bada w naszej restauracji:) a na dodatek,to nam paliwo sie skonczylo. nie az tak, zebysmy stanely na srodku drogi,ale jezdzilysmy juz na oparach. tak wiec niewyspane i zagubine wrocilysmy do domu z nadzieja na sen...ale nie!

marcin juz na nasz widok krzyczal,ze jedziemy do sklepu.(jak sie ostatnio wszystko rozmrozilo przez to spiecie,to cale zarcie bylo do wywalenie,no i w koncu trzeba bylo je wywalic i kupic nowe ,no i ten dzien przyszedl dzisiaj) .spowrotem wsiadlysmy do auta (tym razem marcina auta) no i ruszylismy na zakupy. Po drodze musilismy zajechac na stacje benzynowa,bo kaska musiala kawe,a ja goraca czeklolade,bo inaczej dlugo bysmy nie wytrzymaly z otwartymi oczami...no wiec pojechalismy na duze zakupy zarciowe. tyle tego nakupowalismy,ze mam nadzieje,ze starczy na miesiac.

wrocilismy do domu no i pojawil sie nowy problem...przeciez musimy sobie wykombinowac stroje na cowgirls! tym razem same pojechalysmy do sklepu...i to byl blad. jeansy mialysmy,ale koszule i buty musialysmy kupic. z koszula to nie bylo wiekszego problemu,bo mniej wiecej sobie wyobrazamy jak wyglada cowgirl'ska koszula ,ale buty?! buty znalazlysmy tylko jednego rodzaju i to za duze,ale co bylo robic...kupilysmy. w domu okazalo sie,ze to meskie buty i za obsolutnie sie nie nadaja,a izka poszukala w szafie i pozyczyla nam swoje buty,ktore jak sa do polowy zasloniete przez nogawki,to moga uchodzic za cowgirl'skie. no wiec buty musimy oddac.na szczescie tu nie ma problemu z tym ,by oddac cos do sklepu (wystarczy miec rachunek). tak wiec w najblizszym czasie je oddamy(na szczescie ,bo kosztowaly 25$). a co do koszulki,to ja nie odrywalam metki i tez ja bede chciala zwrocic i pewnie bez problemu sie uda,wiec wyjdzie na to ,ze kupilam tylko huste za dolara:) no to tak wygladaly nasze nieudane zakupy,a wieczorem marcin pojechal z nami na stacje zatankowac,bo tu nie tak latwo zatankowac! teraz juz wiem co i jak zatankowac,a co do westernowego dnia w naszej restauracji,to...do napisania:)

Brak komentarzy: