3 lipca 2004

ewa i kataranna

ech,co to byl za dzien...jechalysmy do pracy i szukalysmy banku. ja nie mialam pojecia gdzie moze byc,ale kaska byla pewna,ze wie,wiec jechalysmy i zgadywalysmy, ktory to moze byc skret. W koncu skrecilysmy,bo kaska byla pewna,ze to tu... szukamy banku... szukamy...to nie tu.a kasa byla nam potrzebna,bo nie mamy paliwa,wiec trzeba zatankowac.no ale skoro bank zniknal,to wrocilysmy na nasza ulice i pojechalysmy dalej do pracy.a przy kazdej zmianie biegow (mamy automatyczna skrzynie biegow, ale "czuc",gdy sa zmieniane) zastanawialysmy sie czy dojedziemy i czy najpierw sie grat rozpadnie czy zabraknie paliwa. no ale dojechalysmy.

Na poczatek okazalo sie,ze w piatek jest inny uniform (czarny),wiec znowu bylo sie trzeba przebierac. a potem poszlysmy po nasze nowe tabliczki z imieniem,wiec ja juz jestem ewa (czytaja: Eła),a Kaska: Kataranna :) Wczesniej byla katarana,wiec juz poprawili:) Kaska dala za wygrana i powiedziala,ze moze byc Kate ,bo i tak nikt nie wymowi Katarzyna.a ja kolejny raz (chyba piaty) mowilam,ze jestem zle zapisana w systemie,bo ciagle jestem ewa witowska,ale oni chyba nie slysza jak do nich mowie, wiec tez juz dalam spokoj,moge byc witowska...

Po wizycie w biurze dostalysmy test z zarcia i poszlysmy go napisac.oczywiscie test bylo co do pytania taki sam jak ostatnio,bo tu nikomu nie chce sie utrudniac zycia innym.marcin mowil,ze nie zna osoby,ktora zdawalaby na prawo jazdy 3 razy:) tak wiec test zaliczylysmy...oczywiscie na 100% a co bylo dziwne,to menager nam gratulowal,bo pierwszy raz ktos zaliczyl na 100% ...co za problem nauczyc sie 100 pytan na pamiec, tymbardziej,ze to glownie test wyboru.no wiec zaliczylysmy i dostalysmy treningowo po 1 stoliku,ale obslugiwalysmy juz same...ech i wtedy sie zaczelo:)

Na poczatku siedzial u mnie 1 facet,ale szybko skonczyl i potem przyszlo 6, potem 4, potem znowu 6, potem 2 i tak co chwila ktos przychodzil,bo moj stolik byl na widoku,wiec ,gdy tylko sie zwalnil,to zaraz byl zajmowany...w przeciwienstwie,to Kaski,ktora sie wynudzila.a ja nie  nadazalam...kolejne piwo,kolejny sok,kolejne piwo,a czy wszystko dobrze smakuje,a moze deser,czy podac czek!? ale niektorzy naprawde byli fajni. tak sie z nimi zagadywalam,ze potem pytali kiedy pracuje,bo przyjda znowu,a napiwki to dawali mi po 10-20 dolarow...szkoda,ze skoro jestem na treningu,to musze oddawac tips...choc jakby ta moja trenerka byla sympatyczniejsza, to moglaby mi oddac moje napiwki...no ale w niedziele juz bede pracowac na wlasany rachunek... nie wyobrazam sobie jak mam sie wyrabiac z 6-8 stolikami jak ja przy 1 mialam problem... szczegolnie przy komputerze,bo wszystko po angielsku,wiec troche to trwa,az znajde i sie upewnie, ze jest ok. no a poza tym gadalam tez z ludzmi przy innych stolikach,bo jak ktos sie dowiedzial,ze jestem z polski....raz jeden fotgraf powiedzial,ze ma modelke z polski i zadzwonil do niej i pogadalam po polsku,hehe:) i chcial nam tez zrobic sesje,ale powiedzialysmy, ze raczej nie,ale dal swoje namiary,by zobaczyc w internecie jego zdjecia.nie wiem jak kaska,ale ja na ta sesje nie pojde, mimo,ze facetowi dobrze z oczy patrzylo. ech,przygod bylo co nie miara,az tyle,ze nie sposob pamietac wszystkich.np raz przy moim stoliku usiadl facet, ktory, gdy skonczyl skladac zamowienie,a ja juz mialam odejsc,to on do mnie:dziekuje po polsku gada...no wiec znowu mialam z kim i oczym gadac.bo okazalo sie ,ze mieszka w NY ,a na green poincie jest pelno polakow,wiec zna kilka slow,jak prosze,dziekuje,na zdrowie i spier...laj .co to za fenomen,ze kazdy jak sie uczy obcego jezyka,to zawsze umie poprosic,przeprosic i przeklnac!?

Tego wieczoru odwiedzili nas znowu izka,marcin i tym razem z kolezanka izka z pracy shelly. Oczywiscie przyczepilam im baloniki (w tej knajpie,komu chcesz mozesz przyczepic balonik i napisac na nim co chcesz,najczesciej robi sie to jak sa dzieci,albo jak ktos ma urodziny).w ogole,to tego wieczoru tyle sie nagadalam po angielsku,ze doslownie mialam potok slow. ciagle gadalam i gadalam i nawet jak czasem cos po polsku mowilam,to nieswiadomie zaczelam wkladac angielskie slowa. tak mi dobrze szlo,ze nawet nie widzialam roznicy czy bede mowic po polsku czy po angielsku, bo i w tym i w tym dobrze mi sie mowilo:) no i jeszcze ten usmiech...nie wiem czy to ta praca i ciekawi ludzie ktorych poznaje (np ekipe z wysigow samochodowych obslugiwalam.nie kierowcow,ale tych co pracuja przy samochodzie... a jeden z nich jest narciarzem:)...czy ten samochod,ktory nie wiem czy sie nie rozpadnie,wiec smiechu jest duzo,ale jak mialam swoj stolik i tak biegalam i po angielsku gadalam,to usmiech mi nie schodzil z twarzy...hm...izka powiedziala, ze bede nie do poznania po powrocie,bo jak ten usmiech mi zostanie,to...to bedzie inna ewa...we will see,no to tymczasem:)

ewa_inna ewa

Brak komentarzy: