13 lipca 2004

zalegle informacje

no wiec zyje:) ze nie pisalam ostatnio,to nie znaczylo,ze cos sie stalo,tylko po prostu nie bylo kiedy. No wiec jestem,no wiec pisze.

W pracy jest roznie.Roznie to znaczy, raz jest ciezko,a raz mozna sie zanudzic na smierc.I tak np dzis mialam zajete tylko trzy stolik (glownie dlatego,ze to byla zmiana na lunch). Mialabym wiecej,ale ludzie sie przesiadali.

Wyglada to tak. Przy drzwiach ktos wita gosci i mowi,zeby siedli gdzie chca. Czasem jesli jest maly ruch,a chcesz zarobic,to sama ich prowadzisz do dwojego stolika.No i tak wlasnie ja zrobilam dzisiaj dwa razy. Zaprowadzilam ich,a oni mowia,ze tu jest za glosno i czy moga zmienic stolik...no i zmienili. No i potem znowu innych zaprowadzilam i znowu bylo im zbyt glosno. Powidzialam menagerowi, by zrobil cos z tym glosniekiem, no ale bylo juz za pozno,bo lunch sie konczyl,a klientow jak widac za duzo nie mialam...w przeciwienstwie do ostatniej niedzili.

W mojej sekcji bylo 5 stolikow 6-osobowych. W niedziele nie ma zazwyczaj duzego ruchu,ale nie tym razem. W telewizji byl resling,czy cos takiego (box,tyle ,ze sie glupio przebieraja i udaja,ze sie bija). Normalnie,to by musieli placic za ten kanal w domu,a u nas w restauracji jest pelno telewizorow, a ogladanie za darmo,wiec byly tlumy.Ja sie nie wyrabialam,musieli mi pomagac. Zreszta zawsze wszyscy sobie pomagaja i podkreslaja,ze jestesmy team,ale dla mnie ten wieczor byl okropny. Tego samego zabieganego wieczoru spotkalam jednego faceta,ktory byl mna zachwycony ...hmm!? powiedzial,ze pracuje w budownictwie,wiec ja mu na to,ze ja studiuje budownictwo...no i sie zaczelo. pogadalismy o polsce ,o tym,czemu polscy studenci rzucaja studia i przyjezdzaja do usa zarabiac i takie tam. I jak zwykle to bywa,gdy sie dowiaduja co studiuje, powiedzial,ze jestem inna niz pozostale kelnerki.Ze jestem madra i takie tam (ech,czasem to tu naprawde mozna sie dowartosciowac). pytal sie kiedy bede pracowac,bo on musi ze mna jeszcze koniecznie porozmawiac,bo duzo ciekawych rzeczy sie ode mnie dowiaduje.a jak mu powiedzialam, ze w tym tygodniu mam tylko na rano,a ze on moze tylko przyjsc wieczorem,to byl zawiedziony. ech, smieszni ci ludzie.powiesz dwa slowa o sobie,to chca wiedziec wiecej i wiecej...i zachwycaja sie naszym akcentem.

co do pogody,to dzis jest 40 stopni...nie da sie oddychac. wczoraj bylo podobnie,wiec poszlam z kaska na basen po pracy(po pracy czyli ok 4).nauczona ostatnimi zdobyczami,a mianowicie czerwona skora, pierwsze co to posmarowalam sie kremem z najwiekszym filtrem i co... skora mi schodzi calymi platami:( a woda...jak zupa. nic nie chlodzila,az sie nie chcialo plywac:(

a co do kasy,to troche juz zarobilysmy,a zeby nas nie korcilo,to dzis od razu po pracy zajechalysmy do banku . znowu mialysmy problem,kiedy skrecic,by trafic do tego banku,ale w koncu od razu skrecilysmy dobrze:)wplacilysmy co mialysmy i zostawilysmy sobie w portfelu tylko po 5 $. wiecej nam w sumie nie trzeba,bo przeciez jutro znowu do pracy i znowu beda napiwki.mam nadzieje,ze jutro bede miala lepsza sekcje niz dzis. wybor sekcji zalezy od gry. najpierw sekcje wybiera headwaitress,czyli glowna,a potem,te co sa na dwie zmiany(jesli jakies maja),a pozostale graja w gre. gra codziennie jest inna.raz gramy w golfa na korytarzu,innym razem rzucamy naszymi tabliczkami z imieniem do celu, czasem gramy w kosza,a dzis zgadywalysmy o ktorej godzinie urodzila sie kelnerka,ktora miala dzis urodziny. ja bylam trzecie co do kolejnosci trafien,ale najpierw wpisala sie head, potem trzy byly podwojne, dwie przede mna i mi nic ciekawego nie zostalo.no coz...

co jeszcze...!? mielismy male spiecie w domu i kontakty przestaly dzialac w jednym pionie,np w garazu,gdzie stoi zamrazalnik. ale nikt nie zauwazyl,ze nie dziala i wszystkie pierogi i kurczaki poplynely:( no wiec znowu jemy tylko platki na mleku(dzis rano,to myslalam,ze zwymiotuje,gdy znowu musialam wcinac je na sniadanie), wiec po pracy zrobilam sobie jajka na miekko:)

o,i jeszcze co do pracy. okazalo sie,ze te testy co nam dali do domu,bysmy sie nauczyly zanim podejdziemy drugi raz do tego testu z zarcia,to ...dali tylko nam do domu...hmm!? pewnie dlatego,ze czasem nawet nie rozumialysmy polecen,wiec nie umialysmy odpowiedziec poprawnie, wiec sie zlitowali i dali nam do domu. no i dlatego my zdalysmy na 100% jako pierwsze.ale co najdziwniejsze, to tylko my i Jody,ktora nam dala te testy ,wiemy, ze zabralysmy je do domu.no coz...ich strata,niech mysla,ze jestesmy takie doskonale:)

z nowinek,to adam juz wrocil do swojego holywood'u ,a izka pojechala dzis do polnocnej karoliny albo gdzies dalej...nie pamietam,ale na pewno gdzies sluzbowo.za trzy dni wraca i potem znowu bedzie jechac do san francisco czy las vegas (nie wiem,ale fajnie,to brzmi:sluzbowo do las vegas:) jak my wiecej zarobimy kasy,to tez polecimy do vegas,a moze i do L.A (los angeles),ale poki co
to tylko zarabiamy i glodujemy,by wiecej zarabiac.

to chyba juz wszystki zalegle informacje...do napisania

Brak komentarzy: