Po pierwsze: Wielki Brat patrzy! Kamery są wszędzie... na ulicy, w pociagu, w autobusie, autokarze, wszędzie.
Po drugie: nie ma koszy na śmieci, więc trzeba je nosić ze sobą:/ Nie było ich już przed zamachami z 11 września, bo bomby były tu już wcześniej... jedyne śmietniki, to małe boxy na kiepy po fajkach i na gumy do żucia.
Po trzecie: pada... a raczej mży... poki co, codziennie odkąd tu jestem. Sprzedawcy tuszy wodoodpornych muszą na nich zbijać tutaj niezły majątek...
Po czwarte: sklepy są otwarte w godzinach "as usual"
Po piąte, refleksyjne: Londyn to duzża wioska... Zabudowa jest niska i nie ma typowych ścian z betonu jak to w dużych miastach bywa. Jest przytulnie, dużo pubów, dziwni ludzie, którymi nikt się nie przejmuje, a w metrze się albo śpi na siedząco albo czyta... tak, mogłabym tam zamieszkać... na chwile:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz