24 sierpnia 2008

znajomy-nieznajomy

Ostatni dzień w Londynie, czyli pora wejść do środka i zobaczyć jakąś wystawę czy muzeum, co by się ukulturalnić. Dziś miałam też nowego przewodnika: Juan, czyli znajomy-nieznajomy (ale o nim będzie później). Poza tym, że jeszcze nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy, to dodatkowym utrudnieniem było miejsce spotkania, bo ani on, ani ja, nie znaliśmy Londynu na tyle, by umówić się w dowolnym miejscu i trafić tam bez problemu... ale udało się:)

Poszliśmy do muzeum tenichniki (muzeum ziemi podlaskiej bylo zamkniete... http://www.youtube.com/watch?v=ziYntWzX0FE dla niewtajemniczonych), a tak serio, to było bardzo fajnie, bo było tam coś na wzór piknika naukowego... można było słuchać muzyki zębami, włączać radio pedałując, chwytać zegarek, który nie dał się schwytać, zrobić zdjęcie swego cienia itp... (ok, są różne radości w życiu... ja np lubie takie atrakcje). Jednak wszędzie było trzeba czekać w kolejce, bo wszędzie szalały dzieci... A poza zabawą ze światłem i bańkami mydlanymi (kto by podejrzewał o takie atrakcje muzeum), to pochodziliśmy jeszcze po Londynie... było miło:)

Na wiecej atrakcji nie starczyło czasu. Musiałam jechać po bagaże i jechać z Juanem do Southampton, bo z samego rana miałam samolot z Cardiff, a Southampton jest bliżej i był tam obiecany transport na lotnisko:) ...a na lot zdążyłam w ostatniej chwili. Juan obiecał mnie zawieźć, ale za późno się zebraliśmy, więc na lotnisko wpadłam w ostatniej chwili... jednak była spora kolejka przy odprawach, więc nie tylko ja byłam spóźniona... no i nie było czasu na bezcłowy:/

a teraz małe podsumowanie:
ostatnio miałam problemy ze znalezieniem chętnych na wyjazdy, a więc poszukałam nowych znajomych-nieznajomych. Np na rejs popłynełam (razem z Marleną) z ludźmy, ktorzy w necie oglosili się, że szukają chetnych, bo mają wolne 2 koje... i było super!!! Z Londynem było podobnie... spotkałam się tam z kolejnym znajomym-nieznajomym, który był tak miły, że przenocował mnie, a potem w środku nocy zawiózł mnie na lotnisko do innego miasta... a reszta wycieczki? To starzy znajomi mało widywani lub znajomi znajomych, którzy przygarneli i zaopiekowali się mną w obcym kraju... tak więc dzięki im za to i stwiedzam, że nie ma powodów by bać się nieznajomych (nawet w środku nocy w obcym kraju)... zawsze pomogą... lub po prostu ja trafiam na samych dobrych ludzi na mojej drodze...i dzieki nim wyjazd do UK uważam za udany:) heh,ale mi wyszła poważna przemowa:)

a teraz pora wybrać kierunek kolejnej wycieczki:D

PS zdjęcia z UK na facebooku

Brak komentarzy: