Numer telefonu do wypozyczalni dostalam od kolegi, który już u nich wypozyczal ( dokladniej- wypozyczal jego wspollokator, ale jezdzili obydwaj, mimo, ze jeden z nich nie ma prawo jazdy... na Cyprze nie jest to warunk bezwzgledny, by prowadzic samochod... nie trzeba być nawet trzezwym, a wychodzac z auta do sklepu, kluczyki zostawia się w stacyjce... ale to już inna historia)
...wiec dzwonie do wypozyczalni... okazalo się,ze jest to jeden Pan-instytucja, który firme ma jednoosobowa,a auta przed domem... Bardzo mily i bezproblemowy Pan... Jak powiedzialam, ze chce auto rano, to powiedzial, ze mogę odebrac już wieczorem poprzedniego dnia, bo on pozniej wyjezdza... a jak będę oddawac, bo bym zostawila pod domem, a kluczyki pod dywanikiem... depozytu nie chcial... miał dobra cene i nawet nie spytal się ile lat mam prawo jazdy, a trzeba mieć min. piec... spytal tylko o wiek... wiec deal mialysmy super... trudnosci pojawily się pozniej...
po pierwsze, po auto było trzeba pojechac... wiele razy prosilam by powtorzyl nazwe ulicy, ale niektóre greckie nazwy sa po prostu nie do powtorzenia, wiec w taksowce musialam dzwonic do dealera, by wytlumaczyl driverowi,bo ten mnie nie rozumial... a jak dotarlysmy na miejsce... podpisalysmy co było trzeba (wierzyl nam na slowo, nawet nie musialam pokazywac zadnego okumentu)... to przeszlismy do czesci praktycznej... heh...
auto okazalo się automatem (Pan chcial nam chyba ulatwic sprawe, ale wyszlo zupelnie inaczej)... reczny był noznym... biegi (czy jak by nie nazwac ten drazek do drive, parking itp.) był przy kierownicy... no i co najwazniejsze... wszystko było na odwrot, bo przeciez tu jest ruch lewostronny, wiec i auta sa na opak... i no zaczelo się...
na poczatek probowalam wyjechac z podjazdu... hehe... wszystko wlaczylam zanim udalo mi się ruszyc... wiec pierwsze kilometry przejechalysmy z otwartymi szybami i wlaczonymi wycieraczkami ( tam powinny być kierunki,a nie wycieraczki!)... nagle hamujac zatrzymalysmy się na srodku drogi... a dokladniej na przeciwnym pasie (ech te prawostronne nawyki) i probowalysmy okielznac samochod na spokojnie... by dealer już nie widzial,ze nam nie wychodzi (choc w sumie nie wiem czemu taka katstrofa wyszla, bo jezdzilam już na Cyprze i tez kierownica był po prawej stronie... i tez jezdzilam automatem wczesniej.... hmm.. no ale tu mialam wszystko na raz i nie wiedzialam ktoredy do domu...) w koncu jednak trafilysmy na wlasciwa droge, ale jeszcze krazylysmy po miescie by przestawic się na jazde pod prad, czyil lewostronna... Marlena tez sprobowala... hehe... wesolo było:) ale,cale i zdrowe wrocilysmy do domu... grzecznie zaparkowalysmy w garazu, by rano ruszyc na podobj wyspy... wlasnie: rano... bo wieczorem: open bar...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz