Czas rozpoczac zwiedzanie... zapakowalysmy się do auta (Wiola, Marlena i ja) i z malym opoznieniem (bo już prawie poludnie było) ruszylysmy w kierunku Limassol, by tam odebrac reszte wycieczki. Jazda automatem pod prad już mi w sprawnie wychodzila i tylko pare razy na poczatku wlaczylam wycieraczki skrecajac:)
Pierwsza w planie była Plaza Gubernatora... Najpierw trafilismy do cementowni... mala pomylka przy zjezdzie z autostrady... ale w koncu trafilismy... heh... biale skaly wchodzace do czystego blekitnego morza i czarny piasek... czyli: ladnie:) krotka sesja fotograficzna i jedziemy dalej.
Natepny przystanek: Larnaka, czyli meczet, slone jezioro ( bym razem bez flamingow), promenada, port, kosciol, pub ‘fort’, do auta i jedziemy dalej.
Ayia Napa to cos w rodzaja Wladyslawowa... zyje tylko w sezonie i wtedy jest jak druga Ibiza. Same kluby, knajpy i plaza... (zakladam, ze tak wlasnie jest na Ibizie)... a poza sezonem: po pustej plazy spaceruja tylko emeryci i inni kuracjusze. A poza tym... poziom morza sie obnizyl, wiec był fragment plazy, gdzie morze było z dwoch stron (taka atrakcja turystyczna)... lecimy dalej...
Jaskinie morskie...cudnie, cudnie, cudnie... heh, a potem Cape Gregko.. ale tego nie ma co opisywac, to trzeba zobaczyc...
Potem powrot do Limassol i powrot do Nicosi... czyli caly dzien za kolkiem, a slonce swiecilo prosto w oczy, czyli jak tylko dotarlam do domu, to od razu zasnelam... a nastepnego dnia była powtorka z rozrywki...czyli rano w auto do Limassol po reszte wczasowiczow i sruuu ...tym razem na zachod, czyli Skala Afrodyty (podobno wlasnie tam urodzila się z morskiej piany) i dalej do Pafos, czyli: mozaiki, mozaiki i jeszcze raz mozaiki... na szczescie tym razem nocowalysmy w Limassol, wiec... padlam niezywa w Limassol (ot, cala roznica)...
A rano: gory Troodos i snieg!!! Zjechalismy polowe Troodos, by dotrzec do Kykkos (najbogatszy klasztor na Cyprze... wszystko lsniace zlotem) ... skret pod baze wojskowa, która jest na najwyzszym szczycie na Cyprze, a wyglada jak pilka golfowa... kilka zdjec z widokami i poludniowy Cypr zaliczony:) a dokladniej glowne atrakcje. Zajechalismy tez do browaru na zwiedzanie i degustacje, ale było już za pozno. Zrobilismy jeszcze tylko zakupy swiateczne i wrocilismy do Nicosi.... a dodac warto, ze w Limassol znalezlismy polski sklep...heh... jaka to frajda zobaczyc polski pasztet, ogorki kiszone czy inne polskie produkty:) niestety majonezu ketrzynskiego nie było, a przeciez ten jest najlepszy (na szczescie przylecial z polski razem z II turnusem, wiec byliśmy uratowani:)
To koniec historii z automatem i jazda pod prad... Jak widzicie dobrze jestesmy zorganizowanie jeśli chodzi o intensywne zwiedzanie Cypru... Reszta zwiedzania odbyla się bez auta i na polnocnej stronie wyspy... Wiec jak ktos chetny zapraszam, plan zwiedzania mam dobrze opanowany...
ewa_pilot wycieczek
PS ilustracje do opowiadania sa na picasie
22 marca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz