wczoraj wieczorem po kolacji mi i Marlenie zachcialo sie cos slodkiego...
wymyslilysmy ,ze zrobimy nalesniki, bo przeciez mamy wszystki skladniki.. taaa, nalesniki
z nutella i bananami:) zagladamy do lodowki: a tam wyjatkowo nie ma ani jajek, tylko resztka mleka, w szafce maka tez sie skonczyla... okazalo sie, ze nic do nalesnikow nie
mamy... wiec poszlysmy do sklepu... Bylo juz pozno, wiec opcja z
babanami odpadla w przedbiegach,bo o tej porze tylko kioski sa
otwarte... a te kioski, to ciekawa sprawa...
Tlumaczymy Panu, ze chcemy make... Pan zdziwony mowi, ze kwiatow nie maja, wola zone. tlumacze zonie: nie chcemy kwiatow do dawania, a make do gotowania ( maka i kwiaty brzmia podobnie po angielsku)... i nagle Pania olsnilo! Maka kukurydziana!... hmm... no niech bedzie kukurydziana... zaglada pod lade, szuka, szuka.... i wyciaga cukier puder:/ ... i wtedy zaczela nam tlumaczyc jak sie smazy nalesniki ( mam mala watpliwosc, ze chyba nie miala na mysli nalesnikow) ... a wiec schowala sie pod lada i wyciagala kolejne produkty ( pod lada, bo w tych kioskach nie mozna sprzedawac maki, makaronu, alkoholu itp... ale jak sie pyta, to zawsze cos znajda:)
...wracamy do naszej Pani: wyciaga proszek do pieczenia: tak, to wam potrzebne, to nalesniki urosna... hmm... ok, moze to jakis sekretny sposob na nalesniki... szuka dalej: cukier waniliowy: mowimy, ze mamy, nie chcemy, dziekujemy (pozniej sie okazalo,ze jednak nam go zapakowala)... znalazla tez normalna make, wiec te pierwsza, ktora byla cukrem puderm odlozylysmy...
dokupilysmy jeszcze jajka i inne rzeczy, az stwierdzilysmy, ze jest tu drogo i poszlysmy do kolejnego kiosku...
nalesniki z nutella i bananami odpadly, to moze z sama nutella:) a moze z dzemem.... i bita smietana, bo mamy
w domu... a moze z lodami?... no wiec kupilysmy wszystko: nutelle, dzem i lody:) ( hehe, dodac jeszcze ogorki kiszone i wyjdzie kobieta w ciazy)...
jestesmy w domu...ok, mamy bita smietane, ale... nie ubita:/ poszlysmy do sasiadki po mixer lub cos do ubiajania... zaspana i zdziwona,ze ktos do niej przyszedl otworzyla i mixera nie znalazla... wiec probowalysmy ubic ja widelcem, potem dwoma... i nic... dalysmy sobie spokoj:/
do ciasta nalenikowego dodalysmy wszystko, czyli i proszek do pieczenia, i cukier waniliowy i wode gazowana i wyszly... ciekawe:) smaczne:) wiec zaprosilismy kilkoro znajomych ( i nawet Tomek w koncu dotarl... (czlowiek na wakacjach (czyt. erasmusie) nie zrozumie pracujacego, ze nie ma na nic czasu i ciagle tylko pracuje i pracuje) ... no i wyszedl ciekawy wieczor... czyli nalesniki na dwie patelnie i whisky:)
ewa_podkuchenna
PS troche odbiegajac od tematu kulinarnego...
Nawet nie macie pojecia jak polski jest podobny do greckiego... np: 'spie' to po grecku: 'kimamy' ,hehe
19 marca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz