Slonce swieci, morze szumi, palmy szeleszcza, a pomarancze z drzew spadaja, gdy wiatr zawieje... czyli nic sie nie zmienilo:) choc cos jednak sie zmienilo: troche mocniej slonko grzeje:) i opcja opalania sie na dachu juz nam nie wystarczyla i wczoraj zabralsmy sie z Dajana (niemka, ktora byla tu erasmusem w zeszlym semestrze, a teraz przyjechala
w odwiedziny do swojego chlopaka
- cypryjczyka- bo on odwiedzic jej nie moze, bo jest w armii, czyli
ok2 lat (jesli dobrze pamietam) nie moze sie ruszyc z wyspy). Dajana wypozyczyla auto i pojechalysmy do Famagusty na plaze... heh... cieplo bylo... i to tak bardzo, ze teraz jestem w barwach narodowych:/ ale nie jest tak zle, bo nie pieklo az tak bym nie mogla zasnac:)
a dzis idziemy do Irish baru, bo przeciez dzis sw.Partyk, a irishow na wyspie jest sporo, wiec moze byc ciekawie:)
a w srode przylatuje II turnus, czyli kolejne wycieczki przed nami:)
PS i jeszcze ciekawostka naukowa. Wcale nie jest nam potrzebny angielski do porozumienia,
bo np wlosi i hiszpanie dogaduja sie mowiac we wlasnych jezykach, nawet z francuzami sie dogaduja. Pani z piekarni ( slowaczka) tez rozumie nas, gdy mowimy
po polsku, a my rozumiemy jak ona narzeka na swojego "szefika" po slowacku...
czyli idea nauki obcych jezykow upadla!
17 marca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz