a piatek o 17 byl checkpoint in front of UCY. Ja z Marlena z braku wczesniejszego pomyslu na stroj, dopiero tuz przed wyjazdem poszlysmy
Pavilon... bo tak sie klub nazywal... hmm... muzyka byla na zywo... oczywiscie greck
i wlasnie dlatego nie moglysmy wczesnie rano pojsc poszukac stroi... a co do klubu... i open baru... to ja z Marlena nie placilam... nie pierwszy raz... bo wszyscy uczciwie podchodzli do stolika i kupowali bilet... i nikt tego nie sprawdzal... wiec my po prostu weszlysmy:)
ok, lecimy dalej.... Checkpoint przed uczelnia... Przybiegamy z marlena na zbiorke, myslac,ze moze juz odjechali, a tu pusto... Nagle pojawil sie Czech i mowi,ze nikogo wiecej nie ma... na szczescie okazalo sie,ze zbiorka jest z innej strony budynku:) Idziemy.. a tam tylko pare osob... wiec czekalismy... prawie godzine... a erasmusy sie schodzily i schodzily... heh, za bardzo sie "zcyprusili"
Limassol... czyli wszyscy ida do swoich pokoi w hotelu,a my z Marlena jesc:) bo po pierwsze nie zarezerwowalysmy pokoju,bo uznalysmy, ze drogo i znalazlysmy inna alternatywe ( z chlopakami z Olsztyna w mieszkaniu ich znajomego, ktore stoi puste, a pieniadze za hotel spozytkujemy inaczej:), a po drugi... bylysmy glodne:) a po trzecie: do naszego miejsca noclegowego nie moglysmy pojechac, bo chlopakow jeszcze nie bylo, bo zajecia mieli do pozna, wiec zabralysmy sie z erasmusami busem,a ich spotkamy na miejscu... no wiec zjadlysmy,a ich nadal nie bylo... wiec wrocilysmy do hotelu do reszty... pogadalimsy, zintegrowalismy sie ,a jak oni poszli integrowac sie na plazy z calimocho (czyli wino z cola), to my poszlysmy czekac... i w koncu sie doczekalysmy:)
a wieczor... a dokladniej 2 w nocy... bo tak wyszlo:) zaczelismy (skonczylismy) w Basemant, czyli klubie w Limassol... i znowu poprzebierani ludzie i znowu erasmusy robia tlum na parkiecie, bo "tubylcy" tylko gadaja i patrza... nawet nie podryguja:/ co sie dzialo w klubie opisywac nie bede, ale bylo fajne:) choc tylko czesc erasmusow dotarla, bo reszta za bardzo sie zintegrowala na plazy
nastepny dzien: kurion. bus byl umowiony na 9 rano... a co za tym idzie malo osob pojechalo
ewa
PS piszecie, ze lepiej bylo jak pisalam maile... ale przeciez byly rzadziej i dluzsze (choc ta dlugosc tez niektorym pzeszkadzala), heh. ciezko wszystkim dogodzic... no to postaram sie pisac podobnie jak w mailach, czyli bardziej szczegolowo... zaczynajac od dzisiaj:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz