10 marca 2008

karnawał

w weekend bylismy w limassol... na zakonczeniu karnawalu... tu swieta sa pozniej, wiec dopiero wczoraj skonczyl sie karnawal...ale od poczatku:)

a piatek o 17 byl checkpoint in front of UCY. Ja z Marlena z braku wczesniejszego pomyslu na stroj, dopiero tuz przed wyjazdem poszlysmy (pobieglysmy do sklepu) poszukac natchnienia... rano sie nie dalo, bo nad ranem wrocilismy z imprezy, ktora byla po meczu (final rozgrywek uniwersyteckich. Trwaja od zeszlego semestru,a druzyna erasmusow doszla do finalu i wlasnie wczoraj byl TEN mecz... przegrali:/ ale nie dalo sie ukryc ,ze sedzia byl grecki) Po meczu grecy zaprosili do siebie na impreze... ostrzegalismy ich, ze jak zapraszaja pare erasmusow, to na pewna przyjda wszyscy... no i przyszli... prawie:) na imprezie ktos powiedzial, ze w jakims klubie jest open bar za 10 euro... no to sie zebralismy i pojechalismy, dwa razy powtarzac nie trzeba:)

Pavilon... bo tak sie klub nazywal... hmm... muzyka byla na zywo... oczywiscie grecka:/ parkiet... maly, bo przeciez wazniejsza sa miejsca do siedzenia ( w dyskotece),a ludzie...? jak juz pisalam: karnawal, a na Cyprze oznacza to tyle, ze w ostatnich dniach do klubu chodzi sie przebranym, wiec prawie wszyscy byly w strojach... i co najciekawsze... najpopularniejszy stroj wsrod facetow, to: kobieta... nie wiem czy to dlatego, ze tutejsi faceci sa bardzo metroseksualni, a czasem nawet zniewiesciali, czy po prostu najlatwiej sie przebrac za kobiete, ale kobiety krolowaly... i trzeba przyznac, ze nawet "ciekawe" te kobiety byly:)

i wlasnie dlatego nie moglysmy wczesnie rano pojsc poszukac stroi... a co do klubu... i open baru... to ja z Marlena nie placilam... nie pierwszy raz... bo wszyscy uczciwie podchodzli do stolika i kupowali bilet... i nikt tego nie sprawdzal... wiec my po prostu weszlysmy:)

ok, lecimy dalej.... Checkpoint przed uczelnia... Przybiegamy z marlena na zbiorke, myslac,ze moze juz odjechali, a tu pusto... Nagle pojawil sie Czech i mowi,ze nikogo wiecej nie ma... na szczescie okazalo sie,ze zbiorka jest z innej strony budynku:) Idziemy.. a tam tylko pare osob... wiec czekalismy... prawie godzine... a erasmusy sie schodzily i schodzily... heh, za bardzo sie "zcyprusili"

Limassol... czyli wszyscy ida do swoich pokoi w hotelu,a my z Marlena jesc:) bo po pierwsze nie zarezerwowalysmy pokoju,bo uznalysmy, ze drogo i znalazlysmy inna alternatywe ( z chlopakami z Olsztyna w mieszkaniu ich znajomego, ktore stoi puste, a pieniadze za hotel spozytkujemy inaczej:), a po drugi... bylysmy glodne:) a po trzecie: do naszego miejsca noclegowego nie moglysmy pojechac, bo chlopakow jeszcze nie bylo, bo zajecia mieli do pozna, wiec zabralysmy sie z erasmusami busem,a ich spotkamy na miejscu... no wiec zjadlysmy,a ich nadal nie bylo... wiec wrocilysmy do hotelu do reszty... pogadalimsy, zintegrowalismy sie ,a jak oni poszli integrowac sie na plazy z calimocho (czyli wino z cola), to my poszlysmy czekac... i w koncu sie doczekalysmy:)

a wieczor... a dokladniej 2 w nocy... bo tak wyszlo:) zaczelismy (skonczylismy) w Basemant, czyli klubie w Limassol... i znowu poprzebierani ludzie i znowu erasmusy robia tlum na parkiecie, bo "tubylcy" tylko gadaja i patrza... nawet nie podryguja:/ co sie dzialo w klubie opisywac nie bede, ale bylo fajne:) choc tylko czesc erasmusow dotarla, bo reszta za bardzo sie zintegrowala na plazy

nastepny dzien: kurion. bus byl umowiony na 9 rano... a co za tym idzie malo osob pojechalo (klub byl czynny do 6 rano)... my na szczescie mielismy samochod, wiec sami pojechalismy... pozniej:) a wieczor... czyli noc, bo ludzio do klubu schodza sie dopiero po polnocy... Tym razem i erasmusy sie przebraly... hehe, fajnie wygladali, niestety stroje do nastepnego dnia nie wytrzymaly...a nastepny dzien: parada:) hie hie... fajnie bylo. zamkneli ulice i przez pare godzin maszerowala parada... najpierw wozy z zespolami grajacymi i spiewajacymi, a potem grupy przebierancow... muzyka grala, wszyscysie bawili... jak w sylwestra:) heh.. szkoda,ze u nas karnawal jest zimowy i sniezny, to nie bardzo da sie cos takiego zorganizowac ... a po paradzie, jedzenie, popoludniowe spanie, pakowanie i do domu... koniec historii:)

ewa

PS piszecie, ze lepiej bylo jak pisalam maile... ale przeciez byly rzadziej i dluzsze (choc ta dlugosc tez niektorym pzeszkadzala), heh. ciezko wszystkim dogodzic... no to postaram sie pisac podobnie jak w mailach, czyli bardziej szczegolowo... zaczynajac od dzisiaj:)

Brak komentarzy: