wlasnie wrocilysmy z interview... hmm... najpierw musialysmy troche poczekac,bo przyszlysmy na czas.Potem chodzilysmy od jednaego pokoju do drugiego i co chwila trzeba bylo z kims gadac, nawet jakis facet na parkingu pytal sie jak sie mamy (jakby go to naprawde interesowalo). Nasze rozmowy zakonczyly sie tym,ze nie mamy pojecia ile bedziemy zarabiac i czy na pewno mamy te prace. Wychodzac dali nam jakas mapke i powiedzeli,ze mamy tam isc,ze tam nam zrobia test... do konca bylysmy przekonane,ze test zwiazany jest z dostaniem pracy. Powiedzieli,ze to blisko,wiec poszlysmy (nie mialysmy samochodu),ale to nie bylo tak blisko (musze tu wspomniec, ze w stanach nikt nie chodzi na piechote, wszyscy maja samochody,a jak juz cos,to jada taksowka-autobusow tu nie widzialam, wiec jak sie kogos pytasz czy to blisko czy daleko, to zawsze ci odpowie tak jakbys byl samochodem, czyli zawsze blisko). no wiec sobie szlysmy, ludzie na nas trabili,bo bylysmy ciekawym zjawiskiem: dwie wystrojone babki w szpilkach ida z butami w reku po trawie ( w butach sie nie dalo,bo to bylo tak daleko,ze bable man sie zrobily,a po chodniku sie nie dalo,bo byl za goracy)...w koncu dotarlysmy ,wpisalysmy sie na jakas liste, pani przyjela nasze papierki i powiedziala,ze call you. wiec zabralysmy rzeczy i wyszlysmy...za chwile wyleciala za nami gruba murzynka krzyczac,ze :o Boze,jak dobrze,ze jeszcze nie wyszlyscie. Okazalo sie, ze chodzilo jej o to,ze nie zadzwoni ,ale zawola nas, a ten test, to nie byl zwiazany z praca,a z narkotykami, wiec wyszlo na to ,ze ucieklysmy z badania na obecnosc narkotykow we krwi, jakbysmy baly sie,ze wyjdzie dodatni. na dodatek Kaska pytala sie czy to bedzie test pisemny(zamin okazalo sie,ze to na drugs ,no wiec niezly mieli z nas ubaw,bo jak wrocilysmy ,to wszyscy sie smiali z nas- tym razem ich usmiechy byly prawdziwe.Anyway, w koncu nasikalysmy i wyszlysmy przed budynek i umowilismy sie z marcinem by przyjechal po nas,a ze nie wiedzial gdzie to dokladnie jest,wiec stalysmy na zakrecie jak tirowki,a wszyscy sie na nas gapili i trabili,a przez cala ta wycieczke,gdzie przeszlysmy ok 2 kilometrow w szpilkach ,w upale, spotkalysmy tylko jednego faceta (chyba byl z europy skoro tez szedl pieszlo).no wiec tak wygladal nasz wywiad w pierwszej pracy... maja zadzwonic w przyszly wtorek. A ten menager,to chcial nas na inne stanowiska, wiec zaczniemy jako housekeeper, a potem... kto wie...
ewa_wasz staly korespondent w szpilkach
2 czerwca 2004
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz