ostatnio mialam malo czasu,a poza tym ten komputer troche szwankuje,ale juz nadrabiam zaleglosci.a wiec,ostatnie nowinki,to: mamy juz samochod.maja go dzisiaj dostarczyc. bedzie to ...lexus:) nie kupilysmy go,a wynajelysmy. Wczoraj bylismy go obejrzec i sie przejechac. Nie ma wspomaganie kierownicy,ale poza tym ,to jest ok (no i jest stukniety z tylu-ktos trafil w slupek). jest bialy,ale moze byc:) tylko wlasciciel chce bysmy wyroblily amerykanskie prawo jazdy,bo mamy tylko miedzynarodowe,a jak zaczna wnikac,to moze sie zle skonczyc,bo nie bedziemy ubiezpieczone (znaczy samochod bedzie ubiezpieczony,ale nie na nas,a na dealera...by bylo taniej:) ale wszystko wyglada ok. Dealer jest Turkiem i jak bylismy wczoraj ,to mial tam duzy ruch, co chwila ktos kupowal lub wypozyczal. no wiec mamy lexusa...ze skorzana tapicerka:)
nowinki z pracy sa takie,ze pozaliczalysmy wszystkie testy...poza ostatnim,do ktorego nie zdazylysmy sie przygotowac,bo zadali go nam z dnia na dzien,a to byl najwiekszy i najtrudniejszy,ale nikt go nie zdal za pierwszym razem.tak wiec w piatek jeszcze bedziemy pracowac z kims,a w sobote mamy wolne,a w niedziele juz same. Pierwszy dzien jak pomagalysmy,to bylo urwanie glowy. Pelno urodzin,nie wiadomo do jakiego stolika zaniesc zarcie,bo sa polaczone stoliki,no i jeszcze 2 facetow miala slub i w ogole bylo goraco,wiec na koniec nam podziekowali,ze pomagalysmy.
Nastepnym razem pracowalysmy z Jody...fajna byla,bo wszystko tlumaczyla,jak pracowac na komputerze,jak przyjmowac zamowienia i w ogole,w ogole. ale nastepnego dnia juz pracowalysmy odzielnie. Ja z wiedzma w czarnych lokach,a kaska z wiedzma w blad lokach. ech,byly okropne,bo nic nas nie chcialy nauczyc,o wszystko musialysmy sie pytac,a one byly zle na nas i na menagera,ze musza nas trenowac.a dzisiaj, ja znowu dostalam Jody,a kaska moja wiedzme...kaska tak sie skwasila, a wiedzma poszla marudzic menagerowi...ze Jody w koncu wziela nas dwie i bylo fajnie,bo juz same obslugiwalysmy,a Jody tylko stala obok i pilnowala i poprawiala.ech.i nawet duze napiwki byly...a potem Jody chciala nam dac czesc napiwkow,ale powiedzialysmy,ze nie mozemy,bo w sumie,to my nic nie umialysmy:( a ona byla sympatyczna:)
ale zapomnialam o najwazniejszym...zawsze po pracy dzwonilysmy i czekalysmy az po nas przyjedzie marcin lub izka,a tym razem pojechalysmy same. Marcin nam dal swoj samochod,a wzial izki i zawiozl izke i pojechal do pracy.no wiec przyjechalysmy same i ...trafilysmy:) w sumie to nie problem,to tu wszystkie drugi sie przecinaja prostopadle,wiec musialysmy jechac prosto i na koniec skrecic w prawo. Jedyna kwestia,to kiedy skrecic...a wracalysmy highway'em. oczywiscie przegapilysmy zjazd...ale w koncu trafilysmy do domu:) a na lunch odwiedzila nas w pracy izka z marcinem...hihhi, niespodzianka. kaska tak sie ucieszyla,ze kogo nie spotkala, czy Jody,czy inna kelnerke, czy managera,to wszystkim mowila,ze to jej siostra...w ogole,to tu czesto wszyscy wszystkich odwiedzaja.jak nie mama i babcia,to chlopak z synem..... wiekszosc jest w wieku 18-21 i wiekszosc ma juz dzieci...hmmm!?
no,to tyle nowinek z nowej pracy...a ze starej,to jutro idziemy po wyplate:)
a co do las vegas,to wyglada na to,ze nie ma biletow w tym czasie kiedy chcemy leciec,czyli kiedy mielibysmy za darmo nocleg (bo znajomi maja dom i wtedy beda),wiec wyglada na to ,ze polecimy we wrzesniu.moze i dobrze,bo bedziemy mialy wtedy kase,a poza tym ceny biletow i ceny hoteli beda o polowe nizsze:)
to na dzisiaj starczy:)
ewa_w lexusie
30 czerwca 2004
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz