2 września 2006
port Mandalina
Nasza chorwacka przygoda zaczyna się na trawniku przed lotniskiem w Splicie. Tu poznajemy rodzinę Witkowskich, czyli Teresę, Ewę, Tadeusza i Ryśka, którzy przylecieli dużo wcześniej i teraz opalają się czekając na resztę. Po paru godzinach zjawiła się Bogusia, a potem Gosia, która leciała tym samym samolotem co Witkowscy, ale że się jeszcze nie znali, to Gosia zamiast się opalać i pogłębiać znajomość z resztą, wyruszyła na zwiedzanie Splitu. Gdy już wszyscy się odnaleźli i poznali to zjawił się także nasz bus, który miał nas zawieźć do portu Mandalina, bo tam czekał już Kapitan Rafał na naszym tymczasowym miejscu zamieszkania, czyli łodzi ‘Melong’…A każda załoga potrzebuje oczywiście…jeść, więc pierwsza ważna czynność do zrobienia, to wypełnienie lodówki i spiżarni. W najbliższym supermarkecie załadowaliśmy do pełna 4 wózki i popchaliśmy je aż do portu. A gdy już lodówka była pełna można było z czystym sumieniem pójść spać…
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz