8 września 2006
Dubrownik - Korcula
Wstajemy rano i płyniemy do nowego portu, by tym razem obejrzeć Dubrownik w dzień. Rozpoczynamy od śniadania tuż przy porcie. Oczywiście odpływamy gdy każą nam płacić za kotwicowanie…znowu:-/ Po tza-tzikach i innych przysmakach myjemy gary i robimy desant pontonem na plażę. Kapitan i Pierwszy Oficer zostają na jednostce, a reszta idzie na wycieczkę zrobić zdjęcia portu z góry, wejść na mury obronne i zobaczyć to co się w nocy nie dostrzegło. Przypadkiem trafiamy na krawatową akcję: Na dzwonnicy alpiniści rozwieszają ogromny czerwony krawat, wkoło pełno ludzi pod krawatem, są stoiska informacyjne, a wieczorem ma przyjechać telewizja…A to wszystko dlatego, że Chorwacji są bardzo dumni ze swojego wynalazku: krawata. Legenda głosi, że wieki temu Chorwaci idąc na wojnę wiązali sobie na szyjach w specjalne węzły chustki od ukochanych, które później od narodowości wynalazców nazwano krawatami… Niestety ma na wieczorne wydarzenia nie możemy zostać… duszą odkrywców każe nam odkrywać kolejne lądy…więc robimy zakupy w naszym ulubionym Komzumie i wracamy na ‘Melong”… „Ładując” się na pokład znowu atakuje nas strażnik….. Po dłuższej kłótni z polityką w tle odpływamy w kierunku Korculi… (pojawiają się chmury)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz