15 września 2006

Lermaka (Kornati) – Sibenik

Oj, działo się, działo: „…rzucało nami góra, dół, a fale zmyły pokład…” …ale zacznijmy od początku Wiało całą noc i rano nie chciało przestać, a płynąć trzeba było, by zdążyć na ostatni samolot do Polski. No więc nie ma wyjścia- płyniemy! Każdy zapiął się w pasy, przymierzył kapok i przypomniał sobie gdzie jest tratwa ratunkowa. Niestety w żaden sposób nie mogliśmy dowiedzieć się jaka jest prognoza pogody…ale może to i dobrze!? Tak więc nieświadomi tego co nas czeka wypłynęliśmy… no i : „rzucało nami góra, dół, a fale zmyły pokład” …jednym słowem: odlotowo! Fale nas moczyły, a wiatr suszył, więc sól można było z nas zeskrobywać i sprzedawać na kilogramy. A wiatr!? Oczywiście jak na złość ciągle był fordewind. Ale co to dla nas!? Łupinka nasza bujała się, skakała po falach, a my twardo płynęliśmy dalej…Ech, przeżyliśmy A pod koniec, to nawet ścichło, by sobie robić spokojnie zdjęcia Tak więc: cali, zdrowi i szczęśliwi dotarliśmy do naszego portu macierzystego…Ech, ląd ech...koniec?! Nie! Jeszcze problemy z podejściem do kei, bo wiatr dobijający, a silnik strumieniowy odmówił posłuszeństwa… ale koniec i tak musiał nadejść… A na koniec „nalewka kapitana” i tuńczyk Bogusi…palce lizać No to siup,na drugą nóżkę Ahoj!!!

„Co mi tam rozszalałe morze, co mi tam ostre zęby skał. Ważna jest tylko ta pogoda, która w sercu będę miał” (Mietek Folk – „Morskie pogody”)

Brak komentarzy: