4 września 2006

Skradin – Vis

Plaża na pokładzie… Dziewczyny cały dzień się wygrzewają w słońcu…poza Ewą, która próbuje zmusić się do nauki (od razu po powrocie ma egzamin z konstrukcji metalowych, a taka wiedza raczej powoli wchodzi do głowy w tak pięknych okolicznościach przyrody)., więc skończyło się na drzemce z książką na brzuchu… Tadek tak się rozsmakował w sterowaniu, że wszystkie wachty przesiedział za sterem… Rysiek połykał jednym tchem książkę i wafelki, a Kapitan spał ( czytaj: czuwał nad wszystkim). Jednym słowem: sielanka

Wieczorem dopływamy do wyspy Vis, gdzie kazano sobie płacić za kotwicowanie… więc odpływamy trochę dalej do malowniczej zatoki i kotwice rzucamy kolo plaży, a wieczorem podziwiamy cudny zachód słońca. Wyspa Vis jest niewielka, bo ma zaledwie 17 km długości i 8 km szerokości. Była to pierwsza grecka kolonia na Adriatyku założona jeszcze w IV w. p.n.e. W czasach antycznych miasteczko nosiło nazwę Issa i biło własne monety. Wyspa ta znana jest również z piękna przyrody. W okolicy rozciągają się winnice, z których winogrona wykorzystywane są do wyrobu autochtonicznych win o wysokiej jakości. W przewodnikach widnieje jako spokojne i przyjemne miejsce, więc trzech dyżurnych imprezowiczów, czyli Bogusia, Teresa i Tadek zrobili pontonowy desant na plażę, by sprawdzić ile w tym jest prawdy. Jednak uroki wysypy podziwiali z najbliższego baru, gdzie w poszli w tany do białego rana…

Brak komentarzy: