Aqaba, to ostatnie miasto na poludnie w Jordanii, wiec nie pozostalo nam nic innego jak droga powrotna na polnoc... a po drodze zajechalismy do Akarak na zamek krzyzacki (podobno najwiekszy, ale do Malborka to się jadnak nie umywal... chocby dlatego, ze wiele po nim nie zostalo). Jednak najbardziej utkwila mi w pamieci walka z wiatrem... spodnica, to jednak nie najlepsze rozwiazanie do zwiedzania zamkow... ja i Marlena musialysmy caly czas trzymac spodnice, bo podwiewalo strasznie... a malo wygodnie było wspinac się po murach i pilnowac, by znowu nie zawialo:/
Kolejna sprawa, to autobusy miejskie (chyba odbieglam już na samym poczatku od tamatu zamku, ale naprawde... tylko kamienie i niewiele wiecej:/ ) ,a za to autobusy? Hehe, tu nie ma takiej mozliwosci, by się nie zmiescic do pelnego busa... Ludzie stoja w otwartach drzwiach i malo nie powypadaja na zakretach i nikt się tym nie przejmuje... nawet policja
A po drodze z Akarak do Ammanu zatrzymalismy się przy jednym z wielu punktow kawowych... sa to przydrozne (najczesciej mobilne) chalupi, w ktorych można kupic kawe i czasem cos na maly glod... Maja nawet kanapy, gdzie można spokojnie skonsumowac ich produkty patrzac jak przed nosem smigaja Ci samochody... i nie wiedziec czemu, czesto obsluguja je male dzieci.
A po kawie ruszylismy dalej... czyli dalszy dzien drogi... drogi i drogi:/ z przerwa na arbuza... i dalej droga i droga, wiec dzisiejsza relacja nie będzie dluga... az dojechalimy do Ammanu do naszego pierwszego hotelu... w którym manager jest bylym przewodnikiem wycieczek i miał duzo ciekawych historii do opowiedzenia... wiec przesiedzielismy w jego biurze wiele godzin rozmawiajac, zartujac i popijacac... herbate
30 kwietnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
oulala!!!
very very interesting, I like it very much :D
c u this night in Fusion dear!!
oh, u learned polish so quickly ... i'm impressed:) yes, c u (drink u) tonight :)
Prześlij komentarz