22 września 2008

podróże kształcą

Jedziemy dalej… czyli kupiłam bilet do Holandii i następny poranek, to następna podróż. Ale Oczywiście łatwo nie było. Do końca nie wiedziałam czy mam kupić do Maastricht czy do Paryża, ale ostatecznie podło na Holandie jako miejsce spotkania z resztą wycieczki… czyli jedziemy do Maastricht odwiedzić Wiolę (siostrę Marleny, która była u nas na Cyprze na Wielkanoc).

Tym razem wybór padł na pociąg i ta podróż upewniła mnie w przekonaniu, by nigdy więcej pociągami w dalekie trasy nie jeździć, a już na pewno nie z przesiadkami, a już na pewno nie z trzema przesiadkami, bo niemiecki pociągi tak jak i polskie spóźniają się… Ale innego połączenia nie miałam.

Do Frankfurtu dojechałam o czasie i wszystko było ok, bo miałam 23 minuty by przejść 12 peronów i nawet sprawnie mi to poszło. Wsiadłam do kolejnego pociągu i czekam aż ruszy… a on nie chce ruszać i nie chciał przez kolejne 15 minut, a ja na kolejną przesiadkę miałam dokładnie 16 minut i 8 peronów do przebiegnięcia… no i tu się pojawił problem… Bo spóźnienia pociągów (także niemieckich) mają to do siebie, że nigdy nie maleją, a zawsze rosną… no i wyglądało to tak, że miałam nie 16 minut, a minus 2 na przebiegniecie. A z połową szafy nie biega się zbyt rewelacyjnie, nawet jeśli połowa szafy ciągnie się w torbie na kółkach, bo na dworcu w Aachen było wyjątkowo dużo schodów i żadnych ruchomych… Starałam się bardzo, ale w minus 2 minuty nie udało mi się dobiec. I tak spędziłam tam gratis jedną godzinę, a kolejny pociąg… chyba nie musze dodawać… spóźnił się!!! A ja miłam tylko 10 min na kolejną przesiadkę, ale tylko 2 perony i już nie niemieckie, ale holenderskie i tu nastąpiła nieoczekiwana zmiana akcji w mojej opowieści… Zdążyłam się przesiąść, a pociąg nie był spóźniony! I jeszcze jedna ciekawostka: peron nr 1 był pomiędzy peronami nr 2 i nr 3… czyli dotarłam do Holandii:) O tym, że to inny kraj świadczyło także to, że ludzie się uśmiechali i … mówili po angielsku!! W Niemczech bywało tak, że Pan zbierający butelki ze śmietników czy sprzedający papierosy świetnie mówił po angielsku, a ci w garniturach tylko szprechali… Natomiast w Holandii Pani w pociągu na pytanie, czy kolejny przystanek to Maastricht udzieliła mi wszelkiej pomocy i informacji. Czyli zapowiada się miły pobyt:)

PS Podróże kształcą! O tak, we mnie wykształciła się niechęć do Niemców. To bardzo dziwny i specyficzny kraj. Tu facet miejsca Ci nigdy nie ustąpi, w drzwiach nie przepuści, a pomoże z ciężka torbą tylko jeśli poprosisz. Ok, może ja miałam takie nieszczęście trafiać tylko na takich, ale tak było, więc tak to teraz widzę. Kolejny przykład? Chodnik, szeroki chodnik i tylko Ty i Niemiec na przeciwko… i 100% szans, że mijając Cię wpadnie czy zahaczy ramieniem i bez słowa pójdzie dalej. I w metrze wszyscy się pchają i też nigdy nie przepraszają. Mogę to tłumaczyć faktem, że ostatnio byłam w UK, a tam wszyscy za wszystko przepraszali… hehe, no ale może znowu tylko na takich wpadałam:)

Brak komentarzy: