Pora wracać... spakowałyśmy się, pożegnałyśmy z naszym Amerykaninem, zostawiłyśmy bagaże w recepcji i zaczełyśmy organizować sobie kolejnych 10 godzin jako bezdomne... a tu jak na złość padało:/ Najprostszym i najbardziej suchym pomyslem było centrum handlowe... ale okazało się, że takiego w Amsterdamie nie ma... zostało nam więc chodzenie od sklepu do sklepu i wydawanie ostatnich euro. A potem... gdzie jest Nemo?
Nemo, to centrum naukowe dla dzieci... małych i dużych. Jest pełno guzików do przyciskania, słuchawek do słuchania, mikrofonów do mówienia czy maszyn do tańczenia... Można było znaleźć się w bańce mydlanej, zrobić swoje zdjęcie DNA czy szeptać do osoby po drugiej stronie sali... jednym zdaniem: to co tygryski lubią najbardziej... i dzieci też... niestety, dlatego byly dlugie kolejki:/ Ale nawet sprawnie poszło nam sprawdzenie większości przycisków:)
Po Nemo poszliśmy zobaczyć wiatrak, bo bedac w Holandii choć jeden obowiązkowo trzeba... ten był akurat na środku ronda, a nie na polu, więc daleko nie było trzeba chodzic:) Po wiatraku poszlismy do biblioteki wyschnąć i się ogrzać... do fajnej biblioteki... bo nie dość, że internet był za free, a na mieście po 1 euro za 10 min, to miał wygodne fotele, a nawet sale z poduszkami do czytania na leżąco:) Przesiedziałysmy więc tam pare godzin, bo pogoda nie zachęcała do wyjścia, a do odjazdu miałyśmy jeszcze pare godzin:/
Dwie godzinny przed godziną zero wychyliłysmy nosy z biblioteki i poszłysmy ostatni raz do MC Donalda, czyli na obiad. Kupiłyśmy ostatnie suveniry po drodze i poszlysmy po bagaże... i znowu walka z walizką, by dotransportować ją na dworzec autobusowy... a nadal padało:/ Schowałyśmy się więc w budce zwanej kasą... autobus się spóźnił... potem długo pakowali wszystkich do srodka... potem nie chciał odpalić...ale wkońcu ruszuł... było długo, niewygodnie i ciasno, potem byla przesiadka... i z opóźnieniem 2,5h dojechałam nastepnego dnia wieczorem do domu... nigdy więcej autokarów!!!
ewa_nieautokarowa
PS A najfajniejsze w wyjazdach są powroty:)
30 września 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz